19 lutego 2014

Dlatego właśnie (nie)warto uczyć się języków!

Witam!
Moja obecność tutaj świadczy o tym, że sesja dobiegła końca. Czy mam się jednak czym pochwalić? Może jedynie, że przeszłam na kolejny semestr, hura!
Jako, że na każdym kroku podkreślam, jak bardzo nie lubię krótkich form, sama postanowiłam zafundować wam kolejną jednopartówkę. O dziwo jednak, z tego tekstu jestem nawet zadowolona! Mimo to proszę się jednak na nie wiadomo co nie nastawiać :-)
Na koniec jeszcze jedna sprawa. Tym razem nikogo nie powiadamiam, bo zwyczajnie pogubiłam się już w tym, kogo i gdzie. Długa lista to nie była, a jednak problemy się pojawiły. Proszę więc wszystkich zainteresowanych o pozostawienie komentarza w specjalnie do tego stworzonej zakładce.
Miłego czytania :-)
__________________________________________________________

Kiedy po raz kolejny rzucił okiem w stronę ogromnej elektronicznej tablicy znajdującej się centralnie przed nim, upewniając się, że niestety, ale nic nie uległo w między czasie zmianie, podziękował przynajmniej w myślach za wygodne siedzenia. Nie bardzo wiedział, do kogo powinien te słowa skierować, w związku z czym wyobraził sobie pokornego dziadziusia ubranego w szykowny garnitur z lat sześćdziesiątych. Człowieka lekko przygarbionego, opierającego się na drewnianej lasce pomalowanej na jasnobeżowy kolor. Dziadziusia wyposażył w okulary o niesamowicie grubych szkłach, które optycznie powiększały jego lekko zmęczone starością, choć wciąż zawierające wesołe iskierki, niebieskie oczy. Starszy pan uśmiechnął się słysząc jego podziękowania, po czym w miarę możliwości pochylił się lekko, jak gdyby chcąc się ukłonić.
Naruto uśmiechnął się do swoim myśli, po czym ponownie zerknął w kierunku tablicy. Minęła zaledwie minuta, a jednak on miał szczerą nadzieję, że dziwnym trafem dopisało mu szczęście i zmienili w końcu ten przeklęty komunikat. Wystarczyła sekunda, by przekonał się, że nie. Pech nie chciał go najwyraźniej opuścić w tym przeklętym mieście, przylegając jak rzep do jego pleców. Nie, Naruto w tej chwili nie chciał o tym myśleć. Choć miał… naprawdę sporo czasu, co nie trudno było wywnioskować po informacji dobitnie wyświetlanej tuż przed jego nosem, nie zamierzał tego znowu przerabiać. Ostatnie półtorej godziny spędził na słuchaniu muzyki ze swojego przenośnego odtwarzacza, teraz jednak zapragnął rozruszać nieco kości. I zapewne zrobiłby to, gdyby nie jego zerowa orientacja w terenie. Nawet gdyby opuścił budynek i szedł cały czas prosto, po czym zawrócił, z całą pewnością by się zgubił. O nie, on już nie raz to wszystko przerabiał. Ostatnim razem, gdy mu się to przydarzyło – czyli zaledwie dwa tygodnie temu – obiecał sobie, że już nigdy więcej nie będzie kusił losu. To niestety nie był jego żywioł, a fakt, że znajdował się aktualnie w kraju, którego mieszkańcy, w jego mniemaniu, posługiwali się językiem co najmniej dziwnym, dodatkowo go zniechęcał. Owszem, miał przy sobie podręczny słowniczek z podstawowymi zwrotami, jednak ten przerażał go. Ostatnim razem, gdy z niego skorzystał, skończyło się na spoliczkowaniu i serii mało przyjemnych krzyków, których swoją drogą nie zrozumiał. Nie, Naruto nie ufał już swojemu małemu tłumaczowi.
Krótkie ziewnięcie wyrwało go z jego małej krainy wspomnień i rozmyślań, skierowało zaś w stronę zegarka, który nowiusieńki dumnie prezentował się na jego prawym nadgarstku. Cóż, godzina nie była najwcześniejsza, a że Uzumaki był niesamowitym śpiochem, to i każde najmniejsze odstępstwo od normy jego organizm znosił raczej kiepsko. Och tak, blondyn chętnie by się zdrzemnął, jednak czy było gdzie? Fakt, lotnisko do zatłoczonych nie należało, a jednak jakoś trudno mu było namierzyć miejsce, gdzie mógłby spokojnie przekimać. To, na czym aktualnie spoczywał, choć było dosyć wygodne, niestety z powodu podpórki oddzielającej każde następne siedzenie, się nie nadawało. Spanie na siedząco również nie wchodziło w grę, gdyż budził się on za każdym razem, jak tylko głowa zaczynała lecieć mu w dół. Przeżycie swoją drogą mało przyjemne, bo niestety zbyt często towarzyszył mu wówczas sen o spadaniu, za którym jakoś nie przepadał.
Kiedy to po raz kolejny upewnił się, że jego lot na chwilę obecną został odwołany, postanowił jednak zrobić sobie krótki spacer, chociażby po budynku, i przy okazji kupić kawę w jakimś automacie. Najbliższy znajdował się jakieś pięć metrów od niego, ten więc skreślił, udając, że najzwyczajniej w świecie go tu nie ma.
Zarzucił sobie swoją pomarańczową torbę na ramię i wstał. Ręce wcisnął w kieszenie luźnych dżinsów, po czym z uniesioną wysoko głową, ruszył przed siebie. Dość szybko okazało się, że lotnisko to nie było wcale tak wyludnione, jak mu się z początku zdawało. Im dalej szedł, tym więcej ludzi napotykał. Im przynajmniej nie odwołali tak upragnionego lotu. Większość ciemnowłosa, o głowę od niego niższa, niemal wszyscy poruszający się w sporym pośpiechu. Czy tylko on cierpiał na taki nadmiar czasu?
Uzumaki z lekką nieufnością podszedł do automatu z gorącymi napojami. Na szczęście ten nie przerósł jego możliwości i bez większych problemów zaopatrzył się w kawę z cukrem i śmietanką. Popijając ciepły napój i rozglądając się wokół, dopiero dostrzegł to, o czym marzył zaledwie kilka chwil temu. Kanapa, duża i prawdopodobnie wygodna. Ciemnobrązowe obicie, z daleka wyglądające na skórzane. Niestety, kanapa nie była pusta.
Zanim Naruto podszedł do, jak to określił w myślach, intruza, przyjrzał mu się dokładnie, chcąc się mniej więcej zorientować, z kim właściwie ma do czynienia. Ciemnowłosy, ciemnooki w ciemnym garniturze, czyli, jak już zdążył zauważyć Uzumaki – nic nadzwyczajnego. Co drugi tutejszy wpadał właśnie w ten typ. Etap obserwacji zakończył się więc niezbyt wieloma wyciągniętymi wnioskami. Prawdopodobnie tubylec, prawdopodobnie pracujący w jakiejś firmie, prawdopodobnie czeka na swój samolot. Ostatni wniosek tylko utwierdził blondyna w przekonaniu, że czas spać.
Parę razu puknął się w czoło, wziął głęboki wdech, po czym z szerokim uśmiechem podszedł do nieznajomego.
– Hi! Do you speak English? – spytał, starając się uśmiechnąć jeszcze szerzej, gdy mężczyzna do tej pory czytający gazetę, spojrzał w jego kierunku. Naruto przez krótką chwilę czekał na odpowiedź, nie uzyskawszy jej jednak odezwał się ponownie. – Deutsch? Nein?
Przez krótką chwilę, między nimi panowała cisza. Naruto przyglądał się mężczyźnie, który również nie spuszczał wzroku. Sekundy, podczas których żaden z nich nie przerywał kontaktu wzrokowego, mijały.
– Soshite, wareware wa nihongo de hanasu koto ga dekiru?*
Naruto zamrugał kilka razy, tym samym odrywając wzrok od nieznajomego. W porządku, plan „A” nie wypalił. Facet nie znał żadnego z języków, zdaniem Uzumakiego, przystępnych. I choć teraz powinien raczej zająć się opracowywaniem jakiegoś rozwiązania „B”, on odtwarzając sobie w głowie przed chwilą usłyszaną wypowiedź, próbował policzyć, ilu to właściwie słów użył brunet.
– Dobra, rozumiem – powiedział po angielsku właściwie sam do siebie, gdyż mężczyzna chwilę temu powrócił do czytania gazety. – Chyba się raczej nie dogadamy. Ja tam tego no, chińskiego, to nie znam. Mam nawet przy sobie rozmówki, ale jak tylko próbuję coś powiedzieć, to wszyscy uciekają albo mnie biją. Ale czekaj, ty mi wyglądasz na bardziej cierpliwego!
Blondyn przysiadł obok niego na kanapie, po czym zaczął grzebać w swojej torbie w poszukiwaniu niewielkiej książeczki. Oczywiście jak to w takich chwilach bywa, zguba znajdowała się na samym dnie, dobrze zakamuflowana między stosem innych, niezwykle potrzebnych rzeczy. Na kanapie wylądowała między innymi szczoteczka do zębów, kilka zupek pomidorowych w proszku, tablet, mocno już wymiętolona koszulka, puste woreczki po kanapkach, starej czekoladzie, po chipsach oraz elektryczna maszynka do golenia. Oczywiście między poszczególnymi stronami książki zdążyły znaleźć się już jakieś papierki po cukierkach, ale Naruto zbytnio się tym nie przejął, po prostu wrzucając je do kieszeni spodni.
– Dobra, słuchaj uważnie. – Blondyn odchrząknął, po czym zmarszczył śmiesznie nos, przyglądając się wybranemu zwrotowi. - Qǐngwèn, yǒu méiyǒu cèsuǒ? – wydukał po chwili.
Kiedy ponownie podniósł wzrok, mężczyzna przyglądał mu się z lekkim zainteresowaniem. Uzumaki pewien, że tym razem udało mu się znaleźć wspólny język z brunetem, przeżył kolejne rozczarowanie, gdy jedna z brwi mężczyzny podniosła się znacząco do góry. Czyżby jednak nie zrozumiał?
– Ech, to miało być pytanie o toaletę. To z wami jest coś nie halo, czy to ja tak niewyraźnie mówię? – spytał sam siebie, krzyżując ręce na piersi i krzywiąc się lekko. Przez chwilę przyglądał się okładce krótkiego przewodnika, po czym ponownie skierował wzrok na ciemnowłosego. – Ty czekaj… to ją rozmówki chińskie, a ja jestem chyba w Japonii, nie? – Jakby sobie o czymś nagle przypominając, Naruto wyciągnął z tylnej kieszeni spodni swój portfel, a grzebiąc w nim chwile, wyjął w końcu potwierdzenie przelewu za bilet lotniczy. – Faktycznie! Ja jestem teraz w Japonii!
Blondyn uśmiechnął się szeroko, kiedy to nieznajomy znów spojrzał w jego stronę. Był niemal pewien, że stało się tak za sprawą wypowiedzianego przez niego słowa „Japonia”, którego jednak mężczyzna nie mógł nie zrozumieć. Bądź co bądź angielski najpopularniejszym językiem na świecie, nie?
Przez chwilę między nimi panowała cisza, w trakcie której Uzumaki postanowił schować z powrotem swoje rzeczy do torby. Nie przejmował się on jednak tym, że upychając wszystko jakkolwiek, sam tworzy nieporządek. W tej chwili jakoś mało go to obchodziło, denerwować to on się będzie, dopiero kiedy znów trzeba będzie coś w tej torbie odnaleźć.
Kiedy ponownie podniósł wzrok, zauważył, że mężczyzna przestał się nim koncentrować i ponownie zajął się czytaniem gazety. Naruto, którego specjalnie nie zniechęcił ten brak zainteresowania, rozsiadł się wygodnie na kanapie, postanawiając wdrożyć w życie plan „B”, który w między czasie sobie opracował. Nie bardzo wiedział, od czego powinien właściwie zacząć, więc postanowił na start skupić się na tym, co widzi. Później zawsze się coś wymyśli.
– Wiesz… nie wyglądasz ty mi na takiego przeciętnego azjatę. Jak tak ci się z bliska teraz przyglądam, to masz w sobie coś europejskiego. – Naruto pochylił się bardziej do przodu, niemal zawisając nad brunetem. – Jeśli się mylę, to dziękuj swojemu bogu, że oszczędził ci tych chińskich szparek zamiast oczu. No i odcień skóry masz normalniejszy, taki bardziej ludzki, w sensie mniej żółty. Dobrze w sumie, że mnie nie rozumiesz, bo wypadam tutaj jako jakiś rasista, ale nie bój, nie jestem nim.
Naruto podrapał się w tył głowy, po czym zdjął buty i władował stopy na kanapę.
– Kurcze, ubrałem dwie różne skarpetki, no znowu! – krzyknął spoglądając na swoje nogi. Gdy ponownie podniósł wzrok, brunet przyglądał mu się z miną nie wyrażającą absolutnie żadnych emocji. – A ty wiesz co? Jesteś całkiem przystojny! Wybacz, że nie zauważyłem tego wcześniej, ale skupiłem się bardziej na twoich azjatyckich atrybutach. Lubię brunetów, więc powinienem zwrócić na to uwagę.
Naruto dokładniej zlustrował całą sylwetkę wciąż wpatrującego się w niego mężczyzny.
– Ciało masz też niczego sobie! Niby mawiają, że azjaci są raczej słabo wyposażeni, ale jak tak na ciebie patrzę, to chyba musisz być jakimś odstępstwem od normy, nie? No niby wprowadzili teraz te bokserki z push-upem, ale nie wyglądasz mi na takiego, który by się pokusił, mam rację? Dobra, luz, wiem, że nie odpowiesz.

***

Jak się wkrótce okazało, plan „B” oczywiście nie wypalił. Uzumakiego jakoś specjalnie to jednak nie zasmuciło. Sam przed sobą musiał zaś przyznać, że prowadzony przez niego monolog, sprawiał mu niesamowitą przyjemność. Choć pierwotnym celem było przepłoszyć bruneta zagadując go na śmierć, ostatecznie Naruto stwierdził, że bardzo się cieszy z faktu, iż ten sobie nie poszedł. Można by pomyśleć, że rozmowa z kimś, kto niczego nie rozumie, nie należy do przyjemniejszych. Naruto też tak pierwotnie myślał, a zdanie zmienił dopiero po kilkunastu minutach, gdy doszedł do wniosku, że brunetowi może powiedzieć wszystko. Z jego strony nie usłyszał do tej pory ani jednego kazania i nie spodziewał się już usłyszeć. Wyżalanie mu się było pod tym względem bardzo przyjemne. Mężczyzna ani razu nie spojrzał na niego z pogardą, nie wyśmiał go, nie opieprzył. Zerkał w jego stronę tylko raz na jakiś czas, co tylko dodatkowo zachęcało blondyna, którego uszczęśliwiał fakt, że jednak cieszy się z jego strony jakimś zainteresowaniem. Nieznajomy rozumiał czy nie, zdarzało mu się jeszcze zwracać na niego uwagę, a więc i prawdopodobnie nie wyłączył się tak do końca i czegoś tam słuchał. Uzumaki wdzięcznie ukazywał mu szereg białych zębów, kiedy ten ponownie zerkał się w jego stronę. Każdy, choćby najmniejszy przejaw zainteresowania nagradzał uśmiechem.
– No i zgadnij, jak to się skończyło. – Kontynuował swój monolog. – Matka tak bardzo kochała te chińskie bajki, że postanowiła nazwać mnie na cześć głównego bohatera jednej z nich. Mam na imię Naruto, rozumiesz to? Naruto… no gdyby nie to, że u nas w Ameryce, to już dziwaczniejsze imiona rodzice dzieciom dawali, to chyba by mi żyć w szkole nie dali. Patrz no, na rymy mi się nawet zebrało! – Blondyn zamilkł na chwilę, przyglądając się wciąż czytającemu gazetę mężczyźnie. – A ty jak masz na imię? A tak w ogóle to jesteś Chińczykiem czy Japończykiem? Bo wiesz, dla mnie to wy wszyscy wyglądacie tak samo. No ciebie to bym pewnie rozpoznał na ulicy, ale popatrz tylko na tych tutaj. – Naruto wskazał ręką na niezorganizowany tłum pałętający się po budynku lotniska. – Przecież to jakieś klony są, no. Jakby z Matrixa powyskakiwali! Ooo, albo z Gwiezdnych Wojen! Oglądałeś? Mam na myśli tę armię klonów.
Brunet przewrócił kolejną stronę gazety, tym razem nie zaszczycając Uzumakiego nawet krótkim spojrzeniem.

***

– I właśnie po tamtej nocy zdałem sobie sprawę, że kobiety mnie chyba raczej nie kręcą. Wiesz, nawet teraz kiedy o tym myślę, po plecach przechodzą mi ciarki. Po tym wydarzeniu odechciało mi się seksu na dobry miesiąc, haha. Potem w jednym klubie poznałem takiego fajnego bruneta i ochota powróciła. Dopiero wtedy tak naprawdę dowiedziałem się, jak dużą przyjemność można czerpać z seksu. Chciałem by to trwało, by nigdy się nie kończyło, ale niestety nie dogadywaliśmy się, więc i ten związek zakończył się dosyć szybko. Następne, cóż… również do udanych raczej nie należały. Jakoś nie mam szczęścia do facetów, niestety. Ostatni mnie zostawił, bo nie potrafiliśmy dojść do porozumienia, który z nas powinien dominować w łóżku. No wybacz, ale ja się na pasywa nie nadaję! Raz na jakiś czas mogę, no góra jestem w stanie się zgodzić na takie pół na pół, ale on mnie chciał pod sobą zawsze, rozumiesz? Koleś był całkowicie bezkompromisowy! Mnie matka natura urody nie poskąpiła, więc póki mam w czym wybierać, nie dam się uwiązać jakiemuś terroryście. Przystojny był, to fakt, ale jak dla mnie zbyt impulsywny. Ty tak na przykład na pierwszy rzut oka wydajesz się dosyć spokojnym człowiekiem, a wyglądem to on ci nawet do pięt nie dorasta. Ech, no jesteś w moim typie, wiesz?

***

– Nie, jednak będzie ciężko, bo z wami to nigdy nic nie wiadomo! Ostatnio oglądałem taki jeden program w telewizji. Był tam taki jeden Japończyk, który wyglądał jakby był po dwudziestce, a pod koniec programu okazało się, że dobiegał sześćdziesiątki! No ludzie, takie rzeczy to tylko w Azji! Jasne, u nas też kobiety się wiecznie poddają wszelkim operacjom plastycznym i innym zabiegom, żeby wyglądać na znacznie młodsze. No taki botoks na przykład.
Naruto widząc niewiele rozumiejące spojrzenie czarnookiego, postanowił zademonstrować, o co mu chodzi. Palce uformował w coś, co jego zdaniem przypominało strzykawkę, po czym krzywiąc się niemiłosiernie, udawał, że wstrzykuje sobie coś w skórę na policzku. Następnie zaczął intensywnie masować to miejsce, by na sam koniec nabrać sporą ilość powietrza i wypełnić nią policzek. Wyobrażając sobie, jak to musi wyglądać w rzeczywistości, zaśmiał się zwracając na sobie uwagę kilku przechodzących nieopodal osób.
– No mniej więcej powiedzmy, że to coś takiego. – Uśmiechnął się szeroko do bruneta, który wraz z końcem tego przedstawienia powrócił do czytanej gazety. – Ale chyba trochę odbiegłem od tematu! A no bo sprawa ma się tak, że w związku z waszym nieco opóźnionym procesem starzenia, trudno jest mi stwierdzić, w jakim ty możesz być teraz wieku. Moim amerykańskim okiem powiedziałbym, że podchodzisz pod trzydziechę, ale w waszym chińsko-japońskim świecie to możesz mieć nawet koło pięćdziesiątki. Ja sam niedawno skończyłem dwadzieścia osiem, więc mnie osobiście bardziej do gustu przypada ta pierwsza wersja. To co, ile masz lat?

***

– Wiesz co… chyba za dużo kawy wypiłem, serio. Mogłem się jednak ograniczyć do czterech, no pięciu kubeczków, ale jak zwykle nie pomyślałem. Po sześciu zazwyczaj zachciewa mi się seksu, no i dupa, stało się. Haha, ja wiem jak ta „dupa” dobrze brzmi w tym kontekście, wiem. Trochę mi się na głupie, zupełnie nie śmieszne żarciki zebrało.
Naruto zamilkł ponownie przyglądając się całej sylwetce bruneta. Na każdym interesującym go fragmencie zatrzymywał spojrzenie na dłużej, a na jego ustach pojawiał się delikatny uśmiech.
– Szkoda w sumie, że siedzisz do mnie bokiem, bo mam umiarkowany wgląd na twoje krocze. Matko, jak to brzmi, chyba bym się zapadł pod ziemię, gdybyś rozumiał, co do ciebie mówię. – Uzumaki zaśmiał się nieco nerwowo, po czym spojrzał na zegarek. – Serio zabawiam cię rozmową już trzy godziny? Hej, a ty w ogóle czemu tu jeszcze jesteś? Czyżby twój lot również był opóźniony? Może my nawet czekamy na ten sam samolot. Pomyśl sobie tylko, gdybyśmy tak przypadkiem mogli siedzieć obok siebie… mrugnąłbyś do mnie, po czym udał się do toalety. Ja udałbym się za tobą i wtedy… Dobra, chyba przestałem myśleć głową, a zacząłem czymś innym.
Blondyn zamilkł na moment, przyglądając się lekko zmarszczonym brwiom nieznajomego. Najwyraźniej czytał akurat jakiś artykuł, który średnio mu się spodobał. Cóż, jeżeli chodziło o politykę, to Uzumakiego wcale taka reakcja nie dziwiła. Nie miał co prawda pojęcia o tym, co działo się w Japonii, jednak nawet on wiedział, że wszędzie budziła one mniejsze lub większe niezadowolenie. Zawsze znajdował się ktoś, kto uważał zupełnie inaczej i wyznaczał inne priorytety. Im więcej ludzi, tym więcej różnych poglądów. Im więcej poglądów, tym więcej partii politycznych, a co za tym idzie sporów o intryg.
– Cokolwiek tam jest napisane tymi krzaczkami, proszę nie rób takiej miny, bo mam ochotę cię przytulić. A wiesz, mimo wszystko wolałbym uniknąć dostania w gębę.

***

– Zawsze mnie zastanawiało, jak to się dzieje, że po ośmiu kawach czuję się jak na dobrej imprezie. Niewiele ogarniam, we łbie mi się kręci, przestaję panować nad tym co mówię i robię. Wystarczy osiem, bym zaczął zachowywać się jak kompletnie pijany, wiesz? A jakie myśli zaczynają mi wówczas chodzić po głowie! No tak na przykład teraz, to wyobrażam sobie, że się z tobą bzykam na pasie startowym. Serio, serio. Ale wiesz, jeśli przeszkadza ci miejsce, bo twardo, wietrznie, czy coś, to zawsze możesz zaproponować inne. Ja jestem z reguły otwarty na wszelkie możliwe propozycje. Mówiłem już, że lubię seks? A no właśnie. Seks bez miłości jest średni, ale kto wie, może w tobie nawet byłbym w stanie się zakochać. Wiesz, czego mi do szczęścia brakuje? Zrozumienia, tak, dokładnie, bardzo dobrze słyszysz, ZROZUMIENIA. Ja w nauce języków jestem marny, ale może chociaż ty? Gdybyś wiedział, co do ciebie mówię i mnie najzwyczajniej w świecie wyśmiał, to przynajmniej miałbym pewność, że nic by z tego być nie mogło. A tak to co, siedzę tutaj, wpatruję się w ciebie jak w obrazek i marzę o tym, byśmy mogli zwyczajnie porozmawiać. Uznaj, że jestem głupi, ale wydaje mi się, że jesteśmy sobie przeznaczeni, a to spotkanie nie było przypadkowe. – Naruto westchnął, po czym oparł głowę na kolanach, które już jakiś czas temu wsunął pod siebie. – Wiem, plotę już całkowicie bez sensu.
Zrezygnowany Uzumaki postanowił w końcu zamilknąć i dać odpocząć uszom mężczyzny, którego zamęczał przez ostatnie cztery godziny. Wiedział, że z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem, to co mówił będzie coraz bardziej żałosne. Cóż z tego, że nieznajomy go nie rozumiał, kiedy on sam doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co wychodziło z jego ust. Brunet będzie to spotkanie wspominał jako słowotok nawiedzonego amerykańca, Naruto zaś przed oczami stanie wizja tego, jak to się pięknie pogrążał przed samym sobą.
Nie tylko zrobiło się niesamowicie cicho, ale i pusto. Dopiero teraz blondyn zdał sobie sprawę z tego, że już od jakiegoś czasu lotnisko jakby wyludniało. Czyżby tej nocy nie miało być już żadnych lotów? Bardzo mało możliwe. Zanim jednak Naruto zaczął wyciągać jakieś tylko sobie znane wnioski, tablica informacyjna drgnęła. Mężczyzna obok niego poruszył się, gdy jego oczy przeczytały nowy komunikat. Wszystko wskazywało na to, że będzie się zbierał, w końcu nadeszła i jego kolej. Kiedy już spakował dawno przejrzaną gazetę do stylowej aktówki, wciąż jednak nie ruszając się z miejsca, zwrócił się w stronę blondyna. Ich spojrzenia ponownie się spotkały.
– Masz niesamowite oczy, mówił ci to ktoś? – Zagadnął po raz ostatni Naruto. – Mam nadzieję, że jak już kiedyś uda mi się znaleźć tego mojego księcia z bajki, to będzie miał dokładnie takie same. – Blondyn uśmiechnął się, spuszczając nogi na podłogę. – Żegnaj.
Brunet wstał bez słowa, po czym poprawił krawat. Zrobił krok, następnie zatrzymał się. Uzumaki patrzył jak osłupiały na mężczyznę, który odwrócił się, pochylił w jego kierunku, po czym złożył na jego ustach czuły pocałunek. Nie śmiał przymykać oczu, po prostu nie był w stanie się oderwać od tych hipnotyzujących ciemnych tęczówek, które nie spuszczały z niego wzroku.
– Miło mi cię poznać, Naruto – odezwał się mężczyzna, kiedy już odsunął się od Uzumakiego. – Te „chińskie bajki” to anime, a ty faktycznie nie masz szczęścia do mężczyzn. Mój ojciec jest Japończykiem, matka Amerykanką, tak więc miałeś rację. Cieszę się, że ci się podobam, ale wszystko wskazuje na to, że lecimy w zupełnie inne strony, więc raczej numer z toaletą nie przejdzie. Niedawno skończyłem trzydzieści jeden lat. Wiem, o czym mówisz, też po kilku filiżankach kawy czuję się czasem zupełnie inaczej, niż bym chciał.
Przez chwilę obaj przypatrywali się sobie w całkowitym milczeniu. Uzumaki nawet nie próbował zapanować nad szokiem, który malował się na jego twarzy. Był całkowicie skołowany.
– Jeśli uważasz, że to moje oczy są piękne, to spójrz w lustro – dodał po chwili brunet.
Cała jego wypowiedź była tak niesamowicie płynna i poprawna językowo, że Naruto opuściły wszelkie wątpliwości, czy może jednak mężczyzna miał choćby najmniejsze problemy ze zrozumieniem jego czterogodzinnego monologu. Cóż, z pewnością zrozumiał wszystko, więc pozostawało tylko zapaść się pod ziemię.
Brunet uśmiechnął się do niego po raz ostatni, po czym ruszył pewnym krokiem przed siebie. Gdy od Uzumakiego dzieliło go już jakieś dziesięć metrów, przystanął na chwilę ponownie.
– Mam na imię Sasuke. Uchiha Sasuke.




*Jestem całkowicie pewna, że translator mnie okłamał, a jednak wg niego oznaczać to powinno „A może porozmawiamy po japońsku?”.

13 komentarzy:

  1. Rany, ale się uśmiałam. To takie podobne do Uzumakiego, że kupił złe rozmówki XD. Tak samo monolog do zupełnie nieznajomego mężczyzny. To było absolutnie boskie. Hehehehe tak się uzewnętrzniać ze swoimi pragnieniami i fantazjami do obcego. Naruto jaki kreatywny w zacieśnianiu więzi z brunetem, toaleta, pas startowy. Ale przecież go nie rozumiał, więc można sobie pomarzyć na głos XD. I na koniec niespodzianka, słuchacz rozumiał. Na miejscu Uzumakiego chyba bym umarła ze wstydu. Ale, ale... Sasuke go POCAŁOWAŁ i trzasnął komplementa. No, no... Aż szkoda, że nie lecieli jednym samolotem... :D. Dopiero by się działo :). Genialna jednopartówka i mam nadzieję, że machniesz takich więcej. Wspaniale się czytało, lekko, płynnie. To jak sesja zakończona, to mam nadzieję, że zasypiesz nas tekstami. Pozdrawiam i weny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj.
    Gratuluję pomysłu. Serio, tekst jest po prostu świetny.
    Kurczę pomysł z językami jest tak świetnie wykorzystany, że aż brakuje mi słów po przeczytaniu. Szkoda tylko, że zakończenie nie jest takie jakie podsuwała mi wyobraźnia w czasie czytania monologu Uzumakiego. Nie pogardziłabym spełnieniem chociaż jednej fantazji, którą opisywał xD.
    Uśmiech miałam na ustach przez cały czas czytania, a niekiedy to zaśmiewałam się w głos! Rozterki jakie ma Naruto i jego szczerość oraz brak hamulców bo myśli, że dzieli ich bariera językowa są cudowne. Takie zupełnie w jego stylu. Proste ale dobitne.
    Urzekł mnie ten tekst. Nawet zakończenie, mimo że każdy odchodzi w swoją stronę.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę Weny na więcej takich świetnych tekstów

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam,
    hahaha wspaniały tekst, ubawiłam się przy nim.... co za fajtłapowaty Naruto, ma poważny problem z orientacją.... ten monolog do Sasuke był rewelacyjny, chociaż ciekawe czemu Sasuke nie wyprowadzał go przez te cztery godziny z błędu.... będą wJjaponi mieć ze sobą rozmówki chińskie, oj Naruto, Naruto.... no i to na końcu, jak się okazało Sasuke wszystko rozumiał, no i udzielił mu odpowiedzi.... no szkoda, że nie lecą tym samym samolotem....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mam pojęcia gdzie mogę cie zaprosić do czytania swojego bloga więc robie to tu. Przepraszam jeśli cię to zdenerwuje. Mozesz usunąć mój komentaż też nie lubie gdy mi Spamóją w nieodpowiednim miejscu : )
    ***
    Chciała bym zaprosić cię do mnie na http://mokuteki-no-mai.blogspot.com/ Opowiadanie dotyczy losów Mai- Mołodej dziewczyny która trafia do równoległego świata ( tak świata Naruto) i zaczyna swoją drogę kunoichi w wiosce Liścia pod czujnym okiem dwóch młodych nauczycieli:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeju, to było boskie! Choć muszę przyznać, że sama uczę się chińskiego i jeszcze do niedawna strasznie wkurzały mnie sytuacje, kiedy ludzie wszystko co azjatyckie sprowadzali właśnie do Chin, mówiąc np. "Murakami jest świetnym chińskim pisarzem" (oj! Gdyby na ulicy pomylili jakiegoś Chińczyka z Japończykiem, to od razu by się oduczyli). Dopiero ostatnio nabrałam dystansu, tłumacząc sobie cały czas w myślach "przecież nie każdy musi się znać". Mimo wszystko, świetnie ukazałaś niewiedzę i uprzedzenia statystycznego Amerykanina na temat Azji.

    Naruto oczywiście wykazał się intelektem. Dziwię się, że Sasuke potrafił tyle wytrzymać z taką poważną miną, zwłaszcza, kiedy blondyn mówił o ruchajle na pasie startowym. Czasem ze śmiechu nie wyrabiałam. Zakończenie jest świetne - "resztę dopowiedz sobie sam" - czyli najlepsze, jakie mogłaś wymyślić, bo happy endu w tej sytuacji sobie nie wyobrażam. Jesteś jedną z niewielu autorek, które właśnie nie przesadzają z tym całym "rzyganiem tęczą", tylko realnie ukazują sytuację (dobra, z realnością w tym shocie to akurat przesada, ale teraz uogólniam). Nie słodzisz, nie piszesz zbędnego "romantycznego pitolenia", czyli w MOIM (bo oczywiście nie każdy myśli jak ja) odczuciu jest perfekcyjnie. W każdym razie pozdrawiam i życzę dużo weny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj, Erroay!

    Po tygodniu ciężkiej racy w końcu mam czas, by nadrobić Twój jak i wiele innych blogów. Cieszę się, że już jesteś, a na temat semestru możemy pogadać, na mala niedługo powinnam odpisać. Także ten, najprawdopodobniej, jak się dzisiaj nie zawezmę, odpowiedź będzie jutro ;)

    Jestem zadowolona, że przekonujesz się po cześci do krótszych form. Uważam, że wychodzą Ci one świetnie, czyta się je lekko na ogół i wciągają, jak nie wiem.

    Ogólnie, nie mogę doczepić się do wykonania, bo było dobre, jak zawsze. Znalazłam co prawda parę błędów składniowych, ale nie są na tyle znaczące, byś musiała je zmieniać. Także - to tyle, z mojej krytyki, której wiem, że łakniesz ;p .

    Napisałaś kiedyś, że chciałabyś, by czasem ktoś realnie wytknął Ci błędy, byś mogła się samodoskonalić. Być może masz rację, dzięki temu nie staniesz się próżna w tym aspekcie życia, niemniej jednak musisz mieć na uwadze, że jesteś jedną z najlepiej piszących yaoistek w całym polskim Internecie. i to nie tylko dlatego, że popełniasz mało błędów i piszesz poprawnie, ale i dlatego, że masz całkiem ciekawe, niebanalne pomysły. Krótko mówiąc - przyzwyczaj się do samych pochwał, bo, porównując Cię do co drugiej Autorki yaoi, naprawdę nie ma się o co czepiać.
    Dobra, dość ględzenia nie na temat.

    Powiem tak - zaskoczyłaś mnie. Po:
    -pierwsze - formą "wypowiedzi - shot. W najśmielszych snach nie spodziewałam się tego u Ciebie.
    -drugie - prostota pomysłu i złożonym wykonaniem. Niby takie nic, a w dobry sposób ukazałaś, że wystarczy chwila, by kogoś poznać. Parę mało znaczących godzin, a mimo to, między Sasuke i Naruto coś "wykwitło" i w żaden sposób nie mogę powiedzieć, by było to sztuczne.
    -trzecie - kreacją bohaterów, a głównie Naruto. Jako, że Cię troszkę poznałam, nie wiem, czy to, co napszę teraz, będzie obiektywne. Zauważyłam, że większość Autorek dodaje coś od siebie do charakteru "grającego aktora". Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że w Naru zostawiłaś cząstkę siebie. Może to nadinterpretacja? Niemniej jednak dla mnie (dziewoja ze mnie rodem z epoki romantyzmu xD), niepojętym byłoby takie gadanie o seksie i tym podobnym, obcemu mężczyźnie. Jako kobieta - czułabym się z tym źle. A Naruto... Hmm, powalił mnie na kolana, wszystko.

    Gdy o nim czytałam, miałam wrażenie, że ma... jakieś 17-20 lat. Nie przypuszczałabym, że może mieć prawie trzydziechę na karku. Całkiem trafnie odzwierciedliłaś jego charakter, choć jak na ten wiek, może brakło mu odrobiny dorosłości? - Chyba mam tu jakąś manię ostatnio.

    Postać Sasuke nie wzbudziła we mnie żadnych głębszych odczuć. Jego milczenie i przysłuchiwanie się - całkiem do niego podobne. I powiem Ci, że poprzez wykorzystanie tej jego cechy, stworzyłaś coś bardzo dobrego i wciągającego.
    A swoją drogą (dygresja?)... Drażni mnie trochę to, jak ktoś czepia się do charakteru Uchihy czy Uzumakiego, tak wiesz bo zabrakło trochę dupkowatości, ironii, ogłady.. . My wiemy, jacy oni są z M&A, niemniej są to wykreowane postaci, więc jacy naprawdę by byli, jakby się zachowali.. tego nie wiemy nigdy na 100 % .. Więc nie zawsze będą tacy sami. Oj, ja chyba już plotę...

    Tak czy inaczej, podoba mi się to opowiadanie, od początku, do końca. Otwartość Naruto, bezkompromisowość, paplanie, pozorna bierność Sasuke i w ogóle... Jednym słowem, wyszło Ci fantastycznie... Nie, ja się zaraz pochlastam...

    Jak mi dzisiaj to komentowanie nie idzie, to nie masz nawet pojęcia... Ech, pozostaje pozdrowić!

    Inata Shinjitsu

    OdpowiedzUsuń
  7. I dodać, że ten pocałunek był po prostu wisienką na torcie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Od wczoraj zgrabnie pochlonelam calego Twojego bloga i naprawde jestem pod wielkim wrazeniem, zdecydowanie dolaczam do grona wielbicieli. Od Twoich tekstow po prostu nie mozna sie oderwac, ale to juz pewnie czytalas tu nie raz i ciesze sie, ze tu trafilam. Choc nie dodajesz szalenie czesto notek, to jednak warto na nie czekac :) No i rzeczywiscie, w glownym opowiadaniu malo SasuNaru, ale szczerze? Tu mi to ani troche nie przeszkadza, historia robi duze wrazenie.
    Co do tej jednopartowki. Usmiech z twarzy nie chcial zejsc podczas monologu Naruto i ostatecznej reakcji Sasuke. No mistrzostwo! A przy dzisiejszym bolu glowy to naprawde mila odmiana :)
    Czekam na wiecej!
    ps. wybacz za brak polskich znakow, na telefonie to dla mnie utrudnienie, no i mam nadzieje, ze komentarz doda sie z mojego konta a nie anonimowego (nie wszytko ogarnelam piszac nie z komputera)
    Pozdrawiam, Hebi

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiesz... Zakochałam się w Twoim opowiadaniu *-*! Jest boskie <3 :*
    Cekam na nas. rozdział ;***

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałam kryzys i w ogóle mnie nie ciągnęło do SN/NS, ale już mi minął, więc zaglądam tu i od pierwszego, no, drugiego akapitu wciągam jak szalona tekst. Myślę sobie "dobre, dobre, no serio dobry tekst", gdy wtem me oczyska widzą, cytuję: "No wybacz, ale ja się na pasywa nie nadaję!" i myślę sobie "zajebiste!". Ja nie wiem, co Cię natchnęło, żeby napisać coś na kształt NaruSasu, ale cokolwiek to było, dziękuję za to xD. Paplanina Naruto była przeurocza, ale końcówka miażdży - chociaż spodziewałam się, że się okaże, że Sasu zrozumie, jeśli nie całość wypowiedzi, to tak pi razy drzwi, to i tak udało Ci się sprawić, że bardzo dobrze mogłam sobie wyobrazić, co Naruto czuł, gdy się okazało, że Sasu wszystko - wszyściuteńko zrozumiał :D. No, podobało mi się, choć czuję niedosyt - czy oni się jeszcze spotkają? Uchiha, dupku, olej lot i zajmij się młotkiem! :D
    No, bredzę chyba, więc kończę. Podobało mi się przeokrutnie, tylko rozbawiły mnie zmrużone brwi - chyba chodziło Ci o zmarszczone, nie? :D No, to weny, czasu i do następnego! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten tekst z oczami i lustrem to wooow!
    Za słodkie za słodkiezasłodkiezasłodkie!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ojejku O.O W życiu nie czytałem tak słodkiego i wspaniałego opowiadania! Podziwiam Cię! To niesamowite xD Sam pomysł fabuły i w ogóle.... Dawno się tak nie uśmiałem przy jakiś tam literkach w monitorze!
    Więcej takich! O.O Jeszcze cały blog przede mną... jeśli to jest tylko przedsmak tego co tu zobaczę.... * zmyka czytać resztę *

    I przyłączam się do komentarza poprzednika.... słoooodkosłodkosłodkosłodkosłodko....

    OdpowiedzUsuń
  13. Heheeh. Ja obecnie jestem w Niemczech i nie za bardzo umiem niemca. Za to gadam z nimi po angielsku...więc wiem jak to jest gdy ktoś cię nie rozumie. I musisz się basilica by cokolwiek powiedzieć itp...

    Co do opowiadania... no na co komu nauka języków skoro wszędzie można znaleźć swoich. Hehee genialne. Nie dziwi mnie ze naruto pomylił rozmówki. Gadać do kogoś przed 4 godziny i to bez przerwy wow. Ja bym słuchała muze. Słuchała muzykę, lub gadała do sb ( czyli to samo co naruto ).

    Dzięki za opowadank. Arigatou.
    Pozdrawiam-Shizu-chan

    OdpowiedzUsuń