25 czerwca 2015

Jakie wariactwa może przynieść nam życie cz. 5

Witam!
Tak, wiem, nawaliłam. To raz.
Dwa - wrzucam zapewne nie to, na co większość miałaby ochotę. Trudno. Rozdział w drodze, tym razem serio.
Wydaje mi się, że się wypalam - trzy. Zarówno dzisiejszy wpis, jak i ten, który zaplanowałam skończyć w ciągu tygodnia (hehe, marzenia), powstał/powstaje w męczarniach. Tak nie powinno być - z tym się chyba każdy zgodzi. Niczego jednak nie zawieszam ani nie porzucam, nie, nie. Tak bardzo nie lubię niedokończonych historii, że choćbym miała stanąć na głowie, doprowadzę swoje do końca, o.
Pozdrawiam
__________________________________________________________

Sasuke gasząc światło w sypialni, udał się z laptopem do pomieszczenia, które odgrywało w jego mieszkaniu rolę salonu połączonego z kuchnią. Rozsiadł się wygodnie na kanapie, na udach kładąc sobie komputer.
Właśnie zaczytywał się w artykule o świeżo opatentowanym katalizatorze na bazie tlenków kobaltu, który  świetnie sprawdził się w procesie syntezy amoniaku. Tak, fascynujące. Przynajmniej tak właśnie uważał Sasuke, dla którego wszelkie takie nowinki były równie interesujące, jak dla nieprzeciętnego czytelnika dobrze napisana powieść. Pochłaniał więc każdą linijkę, błyskawicznie przyswajając i uporządkowując informacje. Nie bez powodu był nazywany geniuszem. Szybko piął się po szczebelkach kariery, nie oglądając się za siebie. Nie przejął się nawet zbytnio tym, że nikt za nim nie nadążał.
Kiedy doczytał artykuł do końca, sięgnął po kubek z kawą, czując, że zmęczenie znowu daje mu się we znaki. Prócz nauki, to właśnie od kawy był uzależniony. Wypijając od razu połowę zawartości czerwonego kubka, szybko włączył kolejny artykuł, tym razem o katalitycznych właściwościach żywic jonowymiennych. A wydawać by się mogło, że już nic nie można w tym temacie odkryć!
Sasuke przejechał wzrokiem po pierwszej linijce tekstu, automatycznie przerzucając się z angielskiego na francuski. Niestety, załączniki dołączone do artykułu były w języku hiszpańskim, którego Sasuke nie znał. Na szczęście po krótkim szperaniu w bazach danych, natknął się na wersję po niemiecku. Bingo.
Kiedy był mniej więcej w połowie przeglądania załączników, usłyszał dźwięk telefonu. Niechętnie podniósł się z wygodnej kanapy i udał w stronę drzwi wejściowych, obok których zawsze na stoliczku zostawiał komórkę. Skrzywił się lekko spoglądając na wyświetlacz, jednak po chwili postanowił odebrać.
– A witam, witam. – Przełożył telefon do drugiej ręki, po czym udał się do kuchni, wstawiając wodę na kolejny kubek kawy. – To miło z twojej strony, ale niestety nie będę miał obecnie na to czasu. Muszę przygotować się do konferencji, która odbędzie się za trzy tygodnie. – Sasuke wypił resztę chłodnego już napoju z kubka, by następnie wsypać do niego dwie pokaźne łyżeczki rozpuszczalnej. – Nie, nie ma mnie w tej chwili w domu, ale…
Zanim zdążył dokończyć zdanie, usłyszał dzwonek do drzwi, a następnie głos w słuchawce, który zapewnił go, że jego komórkę słychać również na klatce schodowej. Nie ociągając się, Sasuke zakończył połączenie, po czym otworzył gościowi drzwi.
Uścisnął dłoń bratu i wpuścił go w głąb mieszkania.
– Napijesz się czegoś?
– Pamiętasz, jak w tamtym roku dałem ci w prezencie opakowanie herbaty owocowej, bo jedyne, co miałeś mi do zaproponowania, to kawa? No to właśnie napiłbym się teraz tej herbaty. – Itachi ruszył za bratem w kierunku kuchni, z zaciekawieniem przyglądając się wydrukom, które zalegały praktycznie wszędzie. Sasuke musiał wydawać majątek za tusz i papier. – Czym się obecnie zajmujesz, braciszku?
– Naprawdę cię to interesuje?
Itachi siadł na krześle przy niewielkim stole i pokręcił przecząco głową, a na jego usta wkradł się uśmiech. Sasuke dolał więcej wody do czajnika, po czym stanął naprzeciwko niego, opierając się plecami o ścianę.
– Aktualnie zajmuję się badaniami nad modyfikacją katalizatora wanadowego do syntezy kwasu siarkowego. Konkretnie, to do utleniania dwutlenku siarki metodą kontaktową. Najlepszymi katalizatorami są oczywiście kontakty platynowe osadzone na azbeście, a jednak przy tym bardzo wrażliwe na zatrucia, dlatego częściej w przemyśle stosuje się właśnie wanadowe, które są nieco tańsze, ale mają gorsze właściwości katalityczne. Póki co, zajmuję się kwestią doboru aktywatorów, później przerzucę się na nośnik katalizatora.
– To… fascynujące – powiedział Itachi, z trudem powstrzymując ziewnięcie. – Domyślasz się, dlaczego tu jestem?
– Matka nie daje ci spokoju?
– Bingo. Prosiła mnie, żebym się z tobą spotkał i porozmawiał. Parę razy ją zbywałem, ale nie przynosiło to długotrwałego efektu. Przez dwa miesiące nie odbierałeś od niej telefonów, a jak już odebrałeś, to stwierdziłeś, że nie przyjedziesz na czterdziestą rocznicę ich ślubu. Nie no, Sasuke, serio? Nawet tyle nie możesz dla niej zrobić?
– Jestem zajęty.
– Dwa dni wolnego chyba wygospodarujesz. A jeśli już mowa o rodzinie, to Ushio i Tetsu dopytują, kiedy wpadnie ich ukochany wujek. Ledwo pamiętają, jak wyglądasz.
Sasuke oderwał się od ściany, by wyłączyć ogień pod czajnikiem, po czym zaczął szperać w szafce w poszukiwaniu jakiegoś kubka dla Itachiego. Czuł, że brat nie spuszcza z niego wzroku i teraz wlepia spojrzenie w jego plecy. Faktycznie, dosyć sporo czasu minęło od jego ostatniego spotkania z dziećmi Itachiego. Niestety, ale miał w życiu nieco inne priorytety i niańczenie bratanicy oraz słowne potyczki z bratankiem musiały poczekać w kolejce. Są rzeczy ważne i ważniejsze.
Kiedy Sasuke wyłożył na blat dodatkową szklankę, zdał sobie sprawę, że nie wie, gdzie włożył tę przeklętą herbatę. Poszperał chwilę w szafce z kawą, po czym dostrzegł ją na górnej półce, wciśniętą między resztkę jakiegoś makaronu, a sos w słoiku. Poczuł lekki uścisk w żołądku.
Itachi odwrócił wzrok, widząc jak jego brat podstawia sobie krzesło, żeby dosięgnąć do pudełka. Nie patrzył, ponieważ czuł, że nie powinien tego robić. On sam nie miałby problemu z dosięgnięciem, ponieważ mierzył ponad metr osiemdziesiąt, jednak Sasuke nie miał tyle szczęścia i przestał rosnąć osiągając zaledwie metr sześćdziesiąt cztery, czyli będąc o cały centymetr niższy od matki i ponad dziesięć od ojca.
Podczas, gdy Sasuke mocował się z krzesłem, Itachi uparcie wpatrywał się w drzewo za oknem, starając się wyglądać przy tym możliwie najnaturalniej, by nie sprawić bratu dodatkowego dyskomfortu. Był od niego sześć lat starszy i już w swoim życiu napatrzył się na to, jak jego brat zmienia się pod wpływem swojego jedynego, lecz uciążliwego kompleksu. Wszystkie próby rozmowy spełzły na niczym. Temat, pomimo tylu lat, pozostawał w sferze tabu. Itachi wiedział, że nie mógł nic na to poradzić. Stał więc z boku i patrzył. Patrzył, jak Sasuke próbuje jakoś dźwignąć się na nogi. Starania te nie poszły jednak w najlepszym kierunku.
– Mam tę twoją herbatę – odpowiedział Sasuke, posyłając bratu delikatny uśmiech. Następnie postawił kubek przed nim i stanął naprzeciwko, od razu pociągając spory łyk kawy.
– Nic nie powiesz?
Sasuke tylko wzruszył ramionami.
– Co mam ci powiedzieć? Nie mam czasu, jestem zajęty.
– Wiesz… w życiu liczy się coś więcej, niż tylko kariera.
– Itachi, już o tym rozmawialiśmy – powiedział Sasuke, po czym postanowił jednak siąść naprzeciwko brata. Czuł się zmęczony.
– I co z tego, skoro ta rozmowa nic nie dała? Jeśli o mnie chodzi, to mam zamiar ją powtarzać do czasu, aż przyniesie jakieś efekty.
Sasuke zakrył usta, tłumiąc ziewnięcie, po czym uśmiechnął się do brata. Taka reakcja tylko bardziej zdenerwowała Itachiego. Nic jednak nie powiedział, ponieważ zdawał sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie nic dziś z niego nie wyciągnie. Sasuke skrył się w swojej skorupie i nie było najmniejszych szans na jakiekolwiek zwierzenia z jego strony. Itachi zamierzał przypuścić następny atak, kiedy obrona brata nieco osłabnie. Najlepsze efekty przynosiło upojenie Sasuke alkoholem, ale taka okazja trafiała się tylko wówczas, gdy jeździli wspólnie do rodziców lub gdy młodszy wpadał do niego na obiad. Sasuke jednak skutecznie takich sytuacji unikał od ostatniego takiego spotkania, na którym Itachi wyciągnął z niego zdecydowanie zbyt wiele. Człowiek uczy się na błędach.
– Od ilu dni nie sypiasz? – spytał Itachi.
Sasuke przez chwilę przyglądał mu się uważnie, po czym lekceważąco wzruszył ramionami.
– Dzisiaj się wyśpię, bo już mam zebrane niemal wszystkie materiały. Pozostało mi parę tłumaczeń, sformułowanie i przeanalizowanie wniosków, konsultacja z kierownikiem instytutu, przygotowanie prezentacji i powtórne wykonanie paru badań. Spokojnie się wyrobię w ciągu tygodnia.
– A gdzie będzie ta konferencja?
– W Leuven.
– Belgia?
– Tak.
Itachi pokiwał głową. Dobrze pamiętał, że Sasuke już raz czy dwa tam był. Jedna konferencja tu, druga tam, staż w USA, znowu paromiesięczne badania w najlepszym centrum badawczym w Niemczech. Kolejna konferencja, kolejny medal, wyróżnienie, astronomiczne sumy na nowy projekt, dotacje z Unii. Potem paręnaście wizyt, jedna po drugiej, w urzędzie patentowym. Znowu konferencja i znowu staż. Sasuke w swoim trzydziestosiedmioletnim życiu zwiedził już pół świata.
– A kiedy planujesz jakiś urlop?
Usłyszał tylko ciche parsknięcie, a następnie ujrzał poszerzający się uśmiech na ustach brata.
– Mam dosyć napięty grafik, ale nie martw się. Praca to czysta przyjemność.
Itachi w odpowiedzi tylko cicho westchnął. Od ilu to już lat nie potrafili ze sobą normalnie rozmawiać?

***

– Uzumaki!
Ino ruszyła biegiem w stronę kolegi, kiedy ten po raz kolejny jej nie usłyszał. Miał słuchawki w uszach, więc nie dziwiło jej to specjalnie. Zauważył jej obecność dopiero, kiedy wskoczyła mu na plecy.
– O, hej.
– Idziesz na wykład?
Naruto uśmiechnął się tylko, po czym popukał palcem w czoło.
– Tak myślałam. Ale proszę, chodź, muszę ci coś pokazać!
Ino poruszyła sugestywnie brwiami, po czym chwyciła Uzumakiego za łokieć i pociągnęła w stronę sali wykładowej. Naruto opierał się przez jakąś chwilę, twierdząc, że przecież pogadać mogą później, ale w końcu odpuścił i dał się poprowadzić.
Audytorium było otwarte, weszli więc i zajęli miejsce na końcu sali, strategicznie siadając pomiędzy dwoma większymi grupkami. W tłumie nie będą rzucać się tak w oczy. Do wykładu pozostało jeszcze jakieś pięć minut, więc Naruto postanowił wrzucić coś na ząb. Pozwolił Ino mówić, podczas gdy sam przeżuwał kanapkę, którą gwizdnął Nejiemu godzinę temu.
– Chciałam, żebyśmy porozmawiali natychmiast, ponieważ na decyzję nie zostało nam dużo czasu. Słuchaj, weszłam wczoraj na stronę wydziału i natknęłam się na informację, że za trzy tygodnie w Belgii odbywa się jakaś konferencja naukowa. Tematem przewodnim jest kataliza, więc raczej nudy, ale to nieważne. Jest informacja, że poszukują grupy studentów, dobrze znającej język angielski, do streszczenia przedstawianych prezentacji i w skrócie zaprezentowaniu ich pozostałym zainteresowanym studentom na wydziale. Uczelnia sponsoruje przejazd, nocleg, wyżywienie, a ponadto można zdobyć dodatkowe punkty do stypendium naukowego. No i…
Ino przerwała widząc niedowierzające spojrzenie Uzumakiego, który połykał właśnie ostatni kęs kanapki.
– Nie przerywaj! Pomyślałam sobie, że moglibyśmy się wybrać. Konferencja odbędzie się w Leuven i potrwa pięć dni. Co myślisz?
– Ino, czy ty uderzyłaś się w głowę? Nie wiem, czy uda mi się dotrwać do końca tego wykładu, a ty chcesz, żebym przez pięć dni słuchał jakiegoś przynudzania o katalizatorach?
– Ranyyy... – Yamanaka przewróciła oczami. – Ty w ogóle nie myślisz. To przecież darmowa wycieczka! Pomęczysz się tyle, co na tych paru wystąpieniach, które ci zlecą do streszczenia, a przez pozostałe będziesz mógł leczyć kaca, którego nabawisz się wieczorami, kiedy będziemy szaleli w mieście.
Naruto zmarszczył brwi, zastanawiając się nad taką opcją. W sumie, to pomysł niegłupi. Pięć dni zwolnienia z zajęć na rzecz zwiedzania, chlania i… no dobra, streszczania paru wystąpień. Darmowe punkty do stypendium go jakoś nie kusiły, ponieważ ze swoimi wynikami w nauce i tak nie miałby najmniejszych szans. Musieliby chyba przyznawać to stypendium za czarujący uśmiech.
– I co myślisz? – spytała szeptem Yamanaka, kiedy do sali wszedł wykładowca.
– Muszę pomyśleć – odpowiedział, po czym wyjął telefon z kieszeni i zaczął wyszukiwać informacje na temat Leuven.
Internet mówił przede wszystkim o niebywałej liczbie zabytków, kościołów i innych staroci, którymi Uzumaki z pewnością zainteresowany nie był. Natknął się również na odrobinę historii. W IX wieku armia wikingów została w tym miejscu pokonana przez Germanów. Ble, ble. Potem coś o handlu od XI do XIV wieku. Fascynujące. O! Ale w XVIII wieku w Leuven założono browar! Chyba jednak z tą historią nie było aż tak źle. Pojawił się pierwszy powód, dla którego faktycznie warto byłoby tam pojechać. Dalej. W XV wieku powstał jakiś tam uniwersytet. Dno. A potem w wieku XX była wojna światowa. Jedna, a potem druga. I coś tam zostało zniszczone. No, fajnie. Nudy.
Naruto zamknął zakładkę, przy okazji powstrzymując ziewnięcie. Czas na bardziej zaawansowane wyszukiwanie.
Gdzie sie napic leuven – wpisał w odpowiednie okienko. Niestety, prócz różnorodnych blogów podróżniczych i hoteli, znalazł jedynie informację o tym, że w Leuven w pożarze zginęła dziewiętnastolatka, która pojechała tam w ramach Erasmusa. Dupa. Z braku lepszych pomysłów postanowił więc obejrzeć jakieś fotki w grafice.
Kiedy rozziewał się na dobre, zrezygnował z dalszego podziwiania zabytków i rzeźb, które wyglądały, jakby się miały rozpaść pod wpływem słabszego podmuchu wiatru.
– Ino, a co ty chcesz tam zwiedzać?
Yamakana nie odpowiedziała, tylko machnęła ręka i wróciła do robienia notatek. Przynajmniej już wiedział, od kogo będzie mógł je przed sesją skserować. – Bo wiesz, jak tak przeglądam Internet, to wątpię, czy będziemy mieli czym wywołać tego kaca. Chyba, że nawalimy się winem mszalnym. Kościołów tam mają pod dostatkiem.
– Panie Uzumaki, czy ja panu przeszkadzam?
Naruto automatycznie poderwał głowę i spojrzał na wykładowcę. Dobrze wiedzieć, że to z Uchihą mieli zajęcia. Mimowolnie się skrzywił i zacisnął szczękę. Z tego, co pamiętał z listy Nejiego, to ten przedmiot miał prowadzić jakiś Hatake. Co więc tu robił ten kurdupel?
– Tak… znaczy się nie – odpowiedział.
Uchiha uniósł pytająco jedną brew.
– Panie Uzumaki, jeżeli chciał pan coś powiedzieć na temat kinetyki reakcji drugorzędowych, a ja panu przerwałem, to przepraszam. Może pan już zabrać głos. Na przyszłość jednak polecam podnieść rękę.
Naruto zmarszczył czoło, kiedy na twarzy mężczyzny pojawił się uśmiech. Spokojnie, im mocniej się będzie krzywić, tym większą frajdę sprawi temu kurduplowi. Zmusił się więc do koślawego uśmiechu.
– Przeprosiny przyjęte, ale pan już i tak powiedział to, co planowałem, więc może pan kontynuować.
Przez ułamek sekundy Uchiha zdawał się być zbity z tropu, szybko jednak odzyskał rezon.
– Cieszę się, że mnie pan słucha. Dobrze, że ostatnie niepowodzenia czegoś pana nauczyły i tym razem zamierza się pan czegoś dowiedzieć.
– Panie doktorze, a może wrócilibyśmy do tematu wykładu? – spytał ktoś z przodu. Naruto nie miał pojęcia, jak nazywał się ten chłopak, pamiętał tylko, że to któryś z tych kujonków.
Uchiha na szczęście odwrócił się tyłem do blondyna i zaczął ponownie przechadzać się po sali, jak to miał w zwyczaju. Naruto nawet przez moment go słuchał. Uchiha albo wkuł tę swoją prezentację na pamięć, albo ta kinetyka faktycznie go interesowała. Uzumakiemu na samą myśl ciarki przeszły po plecach. Przerażające. Niestety nie mógł już swobodnie szperać w telefonie, gdyż wykładowca co jakiś czas zerkał w jego kierunku, a kiedy ich spojrzenia się spotykały, posyłał mu niewinny uśmiech.
Kiedy wykład dobiegł końca, Naruto pospiesznie wyszedł na korytarz, nie czekając na Ino, która zmuszona była znowu za nim biec.
– Coś ty mu zrobił? – spytała.
– Ja? – Naruto zatrzymał się skołowany i spojrzał na koleżankę. – Co JA zrobiłem JEMU? Serio?
– Oddawałam projekt pięć razy i nie zauważyłam, żeby się do kogokolwiek odnosił tak, jak do ciebie.
– Masakra, to świetnie, że uwziął się akurat na mnie.
Uzumaki przewrócił oczami, po czym ruszył przed siebie. Yamanaka jednak prędko go dogoniła.
– Przemyślałeś moją propozycję?
– Podaj mi choć jeden powód, dla którego miałbym się zgodzić. Nie, nie żadne zwiedzanie, picie i tym podobne. Według Google, to miasto to jakaś ruina.
Ino zamyśliła się. Po chwili jednak na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech.
– Dobra, to słuchaj! W tym tygodniu, z którego będziemy zwolnieni, mamy dwa razy zajęcia z Uchihą. Wtorkowe i czwartkowe labki.
– Wchodzę w to.

***

Kiba siedział właśnie na parapecie i przyglądał się ludziom, którzy przechadzali się ulicą, kiedy zadzwonił telefon. Jedno szybkie spojrzenie na wyświetlacz wystarczyło, by serce zaczęło mu mocniej bić w piersi. Odebrać? Jeżeli dzwoni, by błagać o wybaczenie, to już za późno. Chociaż… gdyby tak właśnie było, Kiba zacząłby się pakować w biegu. Wprawdzie nie zrobił jeszcze porządku ze swoimi rzeczami i duża część z nich zalegała wciąż w walizce, ale powoli zaczynał godzić się z sytuacją i część już powyjmował. No, powiedzmy.
Jakby tego było mało, zaczęły mu się pocić ręce, w których trzymał wibrujący telefon. Katastrofa. Gdyby odebrał i przypadkiem usłyszał nie to, co chciałby usłyszeć, mogłoby się skończyć na histerycznym płaczu.
Inuzuka odłożył telefon na drugi koniec parapetu, obie dłonie przyciskając do ust. Cholera, sam to sobie zrobił. Gdyby wiedział, że będzie tak ciężko, to…
Kiedy telefon przestał w końcu dzwonić, na wyświetlaczu pojawił się komunikat o nowej wiadomości sms. Wciąż drżącymi dłońmi, chwycił komórkę i kliknął na skrzynkę odbiorczą.
Gdybyś najpierw myślał, a dopiero później robił, nie wrzuciłbyś do pralki tej sterty brudnych skarpetek, która wcześniej zalegała pod łóżkiem. Chyba, że niepotrzebnie zakładam, że decyzję, by się wyprowadzić, podjąłeś zanim mi to oznajmiłeś. Masz czas do jutra, by je stąd zabrać. Pojutrze je wyrzucę. – odczytał.
To marzenie, że może jednak zatęskni i przeprosi było naiwne. Jednak równie naiwna okazała się jego wiara w to, że się nie zakochał.



Jak widać - mamy i Itachiego. Okami spytała o niego, kiedy akurat o nim pisałam :-)

3 komentarze:

  1. O proszę proszę kto to do nas wrócił! Witamy wśród żywych.
    A tak na serio to całkiem fajny rozdział, ale brakowało mi konfrontacji Naru vs Sasu. Ale coś czuję, że nadrobią na wyjeździe haha
    Nie mogę się doczekać kontynuacji głównego opowiadania, więc proszę Cię pisz szybkiej i nie każ na siebie tyle czekać.
    Weny!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej,
    oj, Naru, Naru nie ciesz się tak bardzo nie będziesz miał żadnego wolnego od niego, za to będziesz go miał codziennie  a i pewnie na dodatek jak zauważy Ciebie i, że masz spisywać co jest mówione, to na zajęciach będzie wymagał od Ciebie tej wiedzy… a ta rozmowa Sasuke z Itachim boska, to było naprawdę dobre, stoi za drzwiami i dzwoni, tak nie dało się wymagać od rozmowy z bratem…
    Multum weny życzę…
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  3. Strasznie mi się spodobał klimat tego opowiadania ale i w umie to całego bloga... piszesz tak płynnie i lekko, wydaje Ci się to nie sprawiać problemów... jejku ile bym dał by móc pisać tak rozległą historię i to tak pięknie?
    Cuda tworzysz! Nie mogę się doczekać dalszej części!
    Pozdrawiam, Luca

    OdpowiedzUsuń