21 grudnia 2012

Rozdział 3.

Witam ponownie.
Zanim przejdziemy do kolejnej części, chciałabym coś więcej o niej napisać. Właściwie nie jestem nawet pewna, czy powinnam to tutaj publikować i zaliczyć jako kolejny rozdział tej historii. Cały ten tekst powstał w oparciu o mój trochę dziwny ostatnio nastrój. Odbiega on od tego, co zamieściłam do tej pory. Mam jednak nadzieję, że nie zniszczy powstałej w mojej głowie historii. Jest to bowiem w pewnym sensie taka mała dygresja. Zresztą sami zobaczycie.
Miłego czytania!
__________________________________________________________

Najważniejszym jest, nauczenie się życia. Znoszenie cierpienia, płytkich spojrzeń i momentami tak ciężkiej i nieprzyjemnej samotności. Nawet dla kogoś takiego jak on. Ponieważ każdy ma uczucia, nieważne, jak bardzo starałby się to ukryć. Krzywda, której on doznał, złamała go na tyle, iż przestał wierzyć w ludzi. Celem życia stało się nie dać się oszukać, nie pozwolić się przywiązać. Od tamtego czasu nie potrafił już rozmawiać, nie potrafił ufać. Rzeczywistość po raz kolejny kopnęła go w tyłek i kazała samemu znaleźć sobie rozwiązanie. Potrafił, odnalazł to, czego szukał. I choć było to mylne rozwiązanie, które doprowadzi do jeszcze większego nieszczęścia, nie potrafił już inaczej. Mimo pozornej siły, był na to zbyt słaby. Akurat w tej dziedzinie, naprawdę czuł się bezbronny. Nie umiał jednak wołać o pomoc. W swojej sile czuł słabość. Wystarczająco długo był bowiem niezniszczalny. Rozpoczął się gorszy okres w życiu, przyszła kolejna niemoc i rezygnacja. Siła była w końcu pojęciem względnym, a człowiekiem słabym był ten, który zbyt długo samotnie był silny. Nie wiedział, jak długo tym razem będzie się musiał męczyć, nim przyjdzie ukojenie. Zanim naładuje na nowo baterie, podniesie się. Prawdą było, że lęk nie potrafił go opuścić. Bał się życia, nowego wyzwania. Stał na skraju. Przepaść bądź ponowna próba życia. Cierpienie do końca swoich dni lub ryzyko. Poszukiwanie własnej, nieskończonej utopii, w której i tak prędzej czy później zajdzie słońce. Był to jednak dla niego za wielki krok, sam nie potrafił sobie z tym poradzić.
Naruto stracił momentalnie swój dobry nastrój. Nie przepełniał go jednak smutek, lecz złość. Nie rozumiał, nie potrafił. Jego pogląd na życie, na świat, był czymś zdecydowanie innym. To, co zostało tu napisane, zaprzeczało wszystkiemu, było jednym wielkim kłamstwem, a on nienawidził kłamstwa. Nie znał sytuacji, lecz nie potrafił zrozumieć, jak można od tak się poddać. Do czegokolwiek by to prowadziło, nie wolno było zaprzestać. A gdzie temu człowiekowi umknęła jego własna wola?
Blondyn zmrużył gniewnie oczy i kopnął wiklinowy kosz stojący w rogu pokoju. Życie było cudowne, świat pełen barw, czegóż chcieć więcej? Uzumaki wychodził z założenia, że było ono z zasady piękne. Wystarczyło się nim tylko cieszyć, by dojrzeć dobre strony nawet w całkowitym mroku. Zupełnie nie potrafił zrozumieć ludzi wiecznie nieszczęśliwych. Stojąc nad przepaścią należało dołożyć wszelkich starań, by nie spaść, a nie dobrowolnie skakać w dół. Życie to nieustanna walka, to fakt. Zwycięstwo gwarantowało nagrodę – szczęście. Porażka była zaś sygnałem, że włożyło się w tę walkę zbyt mało sił, za mało starań. A jeżeli już potrafiło się podnieść i ponownie podjąć wyzwanie, człowiek już wówczas powinien być szczęśliwy. Oznaczało to, że na tyle zależy mu na życiu, że będzie niezmiennie dążył do własnego sukcesu, który zapewne prędzej czy później osiągnie. A czymże jest sukces? Zależy kto, co przez to rozumie. Rodzina, miłość, kariera, pieniądze, ogólnie rzecz biorąc były nim marzenia. Więc jeśli człowiek dąży do spełnienia tego, o czym skrycie marzy, to czy nie powinien być szczęśliwy, czy nie dąży wówczas do doskonałości? Według blondyna owszem. Sama zaś doskonałość była dla niego czymś, z czego już koniecznie należy czerpać radość. Zmierzanie ku niej, również powinno ją powodować, w końcu było to zajmowanie się tym, co miało sprawić nam przyjemność. Jakże więc można było być człowiekiem niezadowolonym z życia, skoro oddawało mu się niemal wszystko? Idąc tym tokiem myślenia, samo dążenia do szczęścia już nim było.
Naruto skrzywił się nieznacznie i zamknął brązową teczkę, w którą zapakowany był rękopis.
– Jeżeli cały ten tekst, to taki stek bzdur, to ja dziękuję bardzo, ale autor jest idiotą – wymruczał sam do siebie chłopak.
Nie wypowiedział tego jednak ze stuprocentowym przekonaniem. Jego oczy przybrały ciemniejszą barwę. Tekst nie dawał mu bowiem spokoju. Z zaciekawieniem, lecz wahaniem jednocześnie, wyjął kolejną zapisaną w całości kartkę.
Wiedział, jak czuje się człowiek, który nie ma dla kogo żyć. Samotny z przymusu, zazwyczaj staje się w późniejszym życiu samotnym z wyboru. To, co kiedyś było udręką, staje się normą, tą przyjemniejszą odsłoną rzeczywistości. Bo kiedy człowiek staje się zupełnie wyalienowany, nie ma już czego szukać. Budzą się zwierzęce instynkty. Nie jakość, a ilość jest stawiana na pierwszym miejscu. Wątpliwość życia, fakt, na który większość zagubionych nie ma argumentu przeciwstawnego. Co z sobą począć, kiedy temat życia staje się kwestią sporną w naszych sercach? Nie wiedział, jaką ma podjąć decyzję. Wiedząc, że postępuje niewłaściwie, nie potrafił inaczej. Potrzebował niewątpliwie natychmiastowej pomocy. Doszło do etapu, w którym jego własne „ja” nie należało już wyłącznie do niego samego. Mimo iż nigdy tego nie chciał, to ludzie zaczęli przejmować nad nim władzę. Ciągła walka, bitwa o sens. Gdy pozornie czuł zwycięstwo, rzeczywistość ukazywała tę niestrawną, znienawidzoną stronę, która doprowadzała do kolejnych rozczarowań. Czuł się jak w klatce. Zamknięty ptak, który mając wpływ na własne istnienie, tak naprawdę go nie posiadał i zmierzał donikąd. Zaślepiony głupiec, który śmie uważać, że jego życie zależy od niego samego, że ma wpływ na przyszłość i to, jaką obierze drogę. Już niejednokrotnie przekonał się, że jest inaczej. Kiedy tylko chwytał byka za rogi i zmierzał w obranym przez siebie kierunku, uderzał czołem w mur. Mur z twardej, czerwonej cegły. Był za niski by go przeskoczyć, zbyt słaby by obejść, zbyt zaślepiony, by ujrzeć jak świat funkcjonuje za nim. Nie potrafił korzystać ze swoich oczu, patrzeć i widzieć własnych możliwości. Zazdrościł nawet tym niewidomym, którzy widzieli, jakie naprawdę jest życie. Byli tego świadomi, choć często zdarzało im się nawet na moment nie ujrzeć prawdziwego świata. Cały ten byt był w ich mniemaniu oczywisty, wiedzieli czego chcą i dokąd zmierzają, i potrafili ujrzeć, co będzie im na tej drodze do szczęścia stawało. Wdrapywali się na własny mur i pokonywali go. Dlaczego on, rozdzierany od środka z nieszczęścia, nie potrafił sobie z tym poradzić? Jak się nijak miało wysportowanie, które sobie w życiu zapewnił, do pokonywania przeszkód życiowych. Jako dziecko,  jego własna wartość była na tyle wysoka, że potrafił spojrzeć w przyszły świat. Niestety walor ten uległ zmianie, a on zapomniał. Najzwyczajniej w świecie zapomniał, jak naprawdę i bezpiecznie żyć. Z każdym dniem mimo wszelkiej woli, kurczył się. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego zamiast się rozwijać, cofał się. Jego światopogląd, spojrzenie, wszystko to nieodłącznie z każdym rozczarowaniem ulegało pogorszeniu. A on był zbyt słaby, by próbować powstrzymać zachodzące zmiany. Brakowało mu oparcia, nikt go nie wspierał, gdy próbował naprawić swoją sytuację. Każdy minimalny sukces powodował radość. Jednakże czymże jest osiąganie sukcesów, przy śmierci? Zaskoczyła, na co były więc jego starania? Osiągnął jedno, stracił zaś drugie. Cena, jaką zapłacił była zbyt wysoka. Tylko wycofanie się mogło uchronić przed kolejnym zaskokiem. Wówczas i on zdał sobie sprawę, że cała ta walka jest nic niewarta. Po najmniejszej linii oporu, byle tylko jakoś przetrwać.
W pomieszczeniu było ciemno, tylko mała lampka oświetlała młodą twarz. Ukazywała niebieski oczy, w tej chwili już lekko smutne, lecz i z nutką wściekłości jednocześnie. Odsłaniała zaciętość ich właściciela, pięści mocno zaciśnięte na rękopisie. Przymknął oczy, lecz wyraz jego twarzy nie zmienił się, usta wciąż miał zaciśnięte. Odetchnął raz jeszcze, po czym poluźnił uścisk. Odłożył i tak już pogniecioną kartkę papieru na biurko, by następnie zgasić lampkę. Nie ruszył się jednak z miejsca, trwał sam w absolutnej ciemności.

***

Sasuke postanowił zarwać kolejną noc skupiając się na pisaniu. W takich chwilach jak ta, nie liczył się fakt, że ręka niemal mu odpadała. I tak było to przyjemniejsze od tego, co czuł wewnątrz. Brunet co jakiś czas przerywał i kładł rękę na klatce piersiowej w miejscu, w którym znajdowało się serce.
– Jeszcze bije.. – szeptał sam do siebie.
Śnieg sypał. Wkrótce miała wybić godzina druga, lecz chłopak wciąż był zbyt rozdygotany, by się położyć. Nawet nie zwracał uwagi, jak bardzo się cały trząsł. Było zimno, dlaczego było tak zimno?
Brunet doskonale wiedział, skąd brał się ten chłód. Nie on był jednak teraz taki najstraszniejszy.
Gdy nastał ranek, młody Uchiha wciąż siedział przy biurku i pisał. Nabawił się odcisku w miejscu, w którym trzymał długopis. Ręka niemiłosiernie go bolała i ledwo był w stanie poruszać nią dalej po papierze. Pismo stawało się coraz mniej czytelne. Wzrok chłopaka był przymglony. Oczy, zazwyczaj nie wyrażające żadnych emocji, teraz były puste, lecz w innym tego słowa znaczeniu. Nie miał już siły, brakowało mu odpoczynku.
Sasuke nie zapewnił go żadnej cząstce samego siebie. Wymęczył się doszczętnie zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Co więcej, pisanie nie potrafiło mu pomóc. Tyle nad tym siedział, tyle słów przelał już na papier, tyle włożył w to serca. Naciskał ten ból, prowokował, próbował się go wyzbyć. Wysiłek psychiczny jednak tylko osłabił jego zdolność do znoszenia go.
Nie dawał rady. Za mocno, zbyt głęboko wbiło się zatrute ostrze. Nie potrafił pływać, lodowata głębia zatapiała jego marzenia, zatapiała jego istnienie. Życie stało się klątwą, rzeczywistość torturą. Wszystko pochłaniał ocean cierpienia, ostry jak brzytwa ból. Kurwa, kurwa, kurwa, kurwa!
Sasuke zacisnął mocno pięści. Uderzył w stolik tak mocno, że krew zaczęła ciurkiem ściekać mu po dłoni. Nie potrafił jednak nic w tej sytuacji zrobić, ukojenie uśpiło jego zdolność do myślenia. Po prostu stał i nieprzytomnym wzrokiem patrzył, jak gorąca czerwień pochłania całą  powierzchnię dłoni. Łapał tchu, oddychał, jak gdyby miał to być ostatni raz. W jego pustych oczach odbijał się teraz już tylko szkarłat.

***

Muzyka wypełniała obie niespokojne dusze. Piosenka buzowała w ich umysłach. Słowa rozdzierały gardło, jednak żadne z nich nie odnalazło ujścia w rzeczywistości. Melodia wypełniała pomieszczenia. Mimo tego w obu panował ten sam spokój i nuta samotności.
Ano suihei sen ga touzakatte iku
Ao sugita sora ni wa ashita sura egake nakute
Iki mo dekinai kurai yodonda hito no mure
Boku wa itsukara koko ni moguri konda nda *
Ciche dźwięki wydobyły się z niezdolnego do śpiewu gardła. Smutne, niebieskie oczy rozjaśniły panującą wokół ciemność. Słowa były ciche, brakowało im akcentu, rytmu, lecz przynosiły ukojenie pokaleczonej przez życie duszy.
Iki o shitakute koko wa kurushikute
Yami o miageru dake no yoru wa
Ukabu gen'atsushou no daibaa
Ikite iru n datte tashikametakute
Fukai kaitei o mezashite mouichido kokyuu o shiyou **
Kontrast między jego skórą a tęczówkami, widoczny był nawet w absolutnej ciemności. Obie dłonie zaciśnięte zostały na  włosach. Ciało drżało. Muzyka huczała w jego uszach. Pięści zaciskały się kurczowo.  Przez moment zdawało się, że wyrwą ten kawałek nocy. Krew uschła na pokaleczonej dłoni. Oczy zacisnęły się mocno, podbródek poruszał się niespokojnie. Brunet mocno wciągał powietrze wypełniające pomieszczenie. Nawet ono zdawało się smakować śmiercią, chłodne i ostre zarazem.
Atama no naka no chizu o hikkurikaeshitara
Tarinai mono darake de ichi nin obieta yuube
Boku wa tsuyoi n datte zutto omotte ita
Dare yori mo tsuyoi tte zutto omotte ita ***
Ciało blondyna delikatnie poruszało się w rytm nieistniejącej muzyki. Wypełniła każdą jego komórkę. Przymknięte oczy nie widziały już tego, co rozgrywało się przed nim. Cały świat wokół przestał istnieć. Liczyła się tylko ta jedna, ulotna chwila.
Iki o shitakute koko wa kurushikute
Yami o miageru dake no boku ja
Ukabu koto mo nai daibaa
Ikite iru n datte tashikametainara sou
Fukai kaitei o mezashite mouichido dake
Iki o shite mite
Tada no shiawase ni kizuitara mou nidoto oborenai yo ****
Wiedział, że już się poddał, że sam dla siebie nie zrobi już nic. To był koniec. Sam sobie koła ratunkowego rzucić nie mógł. Był samotny w zachodzącym czernią oceanie. Dostawał dreszczy. To nie ta temperatura do przetrwania. To nie jego świat, a już na pewno nie bajka. Mrok pochłaniał wszystko. Chciał wyrzucić ręce w górę i szukać pomocy, krzyczeć i płakać. Odebrało mu jednak wszelkie do tego zdolności.
W pomieszczeniu rozbrzmiewał tylko delikatny, melodyjny głos. Z pozoru nic nieznaczące słowa, koiły całą jego duszę. Czerpał z nich radość, czerpał siłę, której akurat było mu brak. Już się nie bał. Podniósł się i całym sobą gotów był czerpać z życia radość. Błękitne oczy otworzyły się ponownie.
Do pomieszczenia wpadł strumień jasnego, porannego słońca. Na ustach blondyna gościł już tylko delikatny uśmiech.
_____________________________________________________________________________________
Nico Touches the Walls – Diver
Tekst oraz tłumaczenie piosenki pochodzą ze strony tekstowo.pl

*  Horyzont zanika
Nie potrafisz nawet zobrazować jutra w tak błękitnym niebie
Nie jestem w stanie nawet oddychać pomiędzy tłumami zamarzniętych ludzi
Jak dużo czasu minęło, odkąd dopłynąłem do tego miejsca?

** Chcę oddychać, lecz mam z tym problemy.
Po prostu spojrzeć w ciemność nocy, Jestem nurkiem zmagającym się z chorobą dekompresyjną
Chcącym potwierdzić, że jest żywy.
Weźmy jeszcze jeden oddech, kierując się w dół
na dno oceanu.

*** Kiedy ostatniej nocy odwróciłem mapę w mym umyśle,
była wypełniona wiedzą o tym czego mi brak, pozostawiając mnie samego i przerażonego
Nawet jeśli zawsze myślałem że jestem silny,
chociaż zawsze myślałem że jestem silniejszy od innych.

**** Chcę oddychać lecz jest to bolesne.
Po prostu spojrzeć w ciemność jako nurek bez wynurzenia się
Nawet jeśli jestem żywy, muszę być idealnie pewnym
Spróbuję mych sił w oddychaniu.
Jeżeli mógłbym poczuć odrobinę szczęścia, nigdy nie zanurzyłbym się ponownie.

10 komentarzy:

  1. Witaj. Właśnie skończyłem czytać twój blog. No i jestem pod wrażeniem! Już nie mogę się doczekać następnych części tego opowiadania. Wytrwałości w pisaniu i powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam z niecierpliwością na kolejną część ! ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam skomentować dopiero, kiedy przeczytam wszystkie notki, ale normalnie rozwaliłaś mnie, Kobieto! ja naprawdę szybko się nie wzruszam, ale w taki sposób budujesz nastrój, ukazujesz emocje, że przy tym fragmencie 'Brunet co jakiś czas przerywał i kładł rękę na klatce piersiowej w miejscu, w którym znajdowało się serce.
    – Jeszcze bije.. – szeptał sam do siebie.' naprawdę aż mnie ścisnęło. Pozdrawiam i lecę czytać dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tak samo, chciałam skomentować na koniec, ale się nie da.

    Powiem Uwagę najszerzej, jak potrafię. Nigdy, w swoim życiu, nie czytałam nigdy lepszego rozdziału. Żaden nie przypadł mi do gustu bardziej, niż ten. Poruszyłaś moje serce do głębi i za to Ci dziękuje. Nie po japońsku, angielsku, czy jakoś tak. W ojczystym języku -dziękuję Ci.

    Tekst, który pisał Sasuke, czyli Ty.. Taki prawdziwy, wspaniały, nieosiągalnie dobry. Nie wiem jak to się stało, że spośród czterystu blogów o tematyce Naruto, trafiłam na Twój, lecz wiem, że lepiej trafić nie mogłam. To było .. piękne.

    I choć nie opisywałas żadnej tragicznej miłości, śmierci czy czego tam jeszcze, to możesz wierzyć, łza popłynęła. Odnalazłam wierny opis mojego życia, bo choć mam rodzinę,czy kogoś bliskiego, czuję się dokładnie, jak Twój Sasuke. Dziękuję, że piszesz dla nas. Twoje teksty, to czysty skarb. I gdybyś napisała książkę, stałabym pierwsza w kolejnce, by ją zakupić.

    Opisałas samotności człowieka w taki sposób, że niektórzy mogą w końcu poczuć, że ktoś ich rozumie. I choć wiem, że ktoś, czytając mój komentarz, mógłby pomyśleć "przecież to tylko głupie yaoi", to wiedz, że ja odnalazłam w tym głębię co do mojego życia. Mojego i osób do mnie podobnych.

    A piosenka i wzajemne przeżycia bohaterów.. Wiem, mało chwale, ale musisz mi wybaczyć, jestem pod tak ogromnym wrażeniem, zaczarowana, że nie umiem wyrazić tego, jakim to było wspaniałe.

    Inata-chan

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem Tobie jak najszczerzej *

    I dodam, że boli, jak się widzi, że prawdziwe cuda nie są doceniane i rzadko kto je czyta. Możesz być pewna, że polecę Cię na swoim blogu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzusuaj zaczelam i bardzo mi sie pkdoba. To jest jedni z tych PROFEAJONALNYCH opowiadań. Z niecierpliwością czeka. na ciag dalszy.
    AliceChikara

    OdpowiedzUsuń
  7. Podobnie jak ktoś wyżej, także chciałam skomentować całość, gdy już ją przeczytam. Nie dałam jednak rady, by się powstrzymać przed napisaniem czegokolwiek już teraz. Piszesz niesamowicie, Twoje opisy są godne podziwu i są wzorem do naśladowania, którego ja sama potrzebuję. To dopiero początek historii, jednak wydaje mi się ona tak magiczna, jednocześnie będąc zwyczajną, że to aż niesamowite. I patrząc na to, kiedy został napisany właśnie ten rozdział, jestem przekonana, że w chwili obecnej jesteś jeszcze lepsza w pisaniu, czego jestem już teraz cholernie ciekawa. Aż nie wiem, co więcej powiedzieć. Mam nadzieję, że nauczę się pisać tak pięknie, jak Ty. Ten opis, rękopis Sasuke... Jest tak piękny... Rozczulił mnie, mimo iż był tak cholernie smutny. Jest to napisane tak idealnie, że nie w sposób się nie wczuć w to, co mógł czuć autor tych słów. I-de-al-ne. Naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Plus "Diver" - jedna z moich ulubionych piosenek, która była umieszczona w Shippuudenie jako opening. Cudowna piosenka, o pięknej symbolice. Podziwiam Cię.

    OdpowiedzUsuń