9 grudnia 2012

Rozdział 1.

[Aktualizacja: 6.01.2015]
__________________________________________________________

Sasuke przekręcił klucz w drzwiach, po czym wkroczył do mieszkania. Zapalił światło, gdyż w pomieszczeniu panowała ciemność. Niestety, lampka poświeciła zaledwie chwilę, zanim zgasła. Skrzywił się lekko, zdając sobie sprawę z tego, że znowu będzie musiał wymienić żarówkę. To już piąta w tym miesiącu! W tym mieszkaniu zdecydowanie było coś nie tak z instalacją.
Po ciemku udał się do kuchni, mając nadzieję, że w lodówce znajduje się jeszcze coś zdatnego do spożycia. Prawdą bowiem było, że niechętnie chadzał na zakupy, na czym tylko cierpiała jego dieta. Nie żywił się może zupkami w proszku, ale na przygotowanie pełnowartościowych potraw miał stanowczo zbyt mało czasu.
Uchiha przejrzał dokładnie zawartość wszystkich szafek, zanim zdecydował się na rozpoczęcie obiadu od jabłka. Później zrobi sobie jakąś kanapkę, czy coś. Zapewne zrobiłby to od razu, gdyby nie to, że w drodze do domu naszedł go pewien pomysł i teraz nie potrafił się powstrzymać przed jego natychmiastową realizacją. Sasuke nie był niecierpliwy, ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak ulotna potrafiła być wena. Pomysły zbyt szybko odchodziły, by jeszcze kazać im czekać.
Nie minęły chwila, gdy znalazł się w sypialni, rzucił torbę na podłogę i prędko usiadł przy biurku. Krótką chwilę wpatrywał się w niebo za oknem, na którym powoli stawały się widoczne gwiazdy, po czym sięgnął do szuflady po spory plik kartek i pióro. Zapalił jeszcze lampkę, po czym pozwolił sobie odpłynąć w świat wyobraźni.
Z początku historia stanowiła skupisko jego chaotycznych myśli. Zbyt wiele się ich w ostatnim czasie zgromadziło w jego głowie, by był w stanie tak po prostu się ich wyprzeć i skupić na czymś innym. Pisał o życiu, śmierci, cierpieniu. Pisał, choć wiedział, że nie miało to sensu. Przepełniony negatywnymi emocjami nie był w stanie obiektywnie spojrzeć na zapisywaną historię. Pozwolił sobie na odrobinę dramatyzmu, nie zdając sobie sprawy z tego, że cały tekst wręcz nim ocieka. Tak, zdecydowanie przesadzał.
Kiedy już wyzbył się tego, co leżało mu na sercu, skupił się na tym, co pierwotnie chciał zawrzeć w swojej opowieści. Historia o samotności, która miała trwać wiecznie. Historia o człowieku, który przerwał to błędne koło, wyciągając go z ciemności.
Sasuke przerwał na moment, zamazując swoje imię, które nieświadomie zapisał na kartce. Nie, to nie jest o nim. Nie zawracając sobie jednak głowy nadaniem bohaterowi jakiegoś innego imienia, postanowił pisać o nim po prostu w trzeciej osobie. Nie był to najlepszy pomysł? Trudno.
Godziny mijały, a historia zaczęła przybierać nieoczekiwany obrót. Dodatkowy bohater, którego brunet wprowadził do opowiadania, nie dość, że sam miał trudny charakter, to jeszcze pełen był najróżniejszych sprzeczności. Przez pewien czas Sasuke nawet zastanawiał się, czy nie powinien inaczej wykreować tej postaci. Ukierunkować w jedną, konkretną stronę, porzucił jednak tę myśl. Co jak co, ale ludzie tacy właśnie byli. Nikt nie był idealny, a już na pewno nie miał jednoznacznego charakteru. Człowiek z natury był sprzecznością. Nie od nas jednak zależało, jak bardzo różne cechy posiadaliśmy.
Z czasem, dosyć powoli, między bohaterami pojawiła się nić porozumienia. Cieniutka tak, że bez najmniejszego problemu można by ją zerwać. Tym bardziej należało o nią dobrze dbać, czym zainteresowana był tylko jedna ze stron. Bezimienny blondyn bardzo zaangażował się w tę znajomość. Z każdą kolejną linijką zależało mu coraz bardziej, aż w końcu swoim zaangażowaniem zaraził drugiego bohatera. Tak, tak właśnie nazywał go w myślach Sasuke – drugi bohater. Nie potrafił scharakteryzować go w inny sposób. Zapewne gdyby zdobył się na opis wyglądu, postać ta stałaby się podobna do niego samego. Nie, nie potrafił określić go nawet jako bruneta, był on po prostu drugim bohaterem, tyle. Nie nałożył na siebie jednak tylu ograniczeń w stosunku do blondyna. On mógł mieć kolor włosów, mógł mieć kolor oczu, figurę, swój styl, ukierunkowane zainteresowania. Nieświadomie stał się niemal całkowitym przeciwieństwem Uchihy.
Sasuke zdecydował się na chwilę przerwy, gdy za oknem zrobiło się już całkiem ciemno, a zegarek wskazywał godzinę drugą dwadzieścia. Nie przejmując się cichym burczeniem w brzuchu, udał się do kuchni, by poprzestać na zaspokojeniu pragnienia. Kiedy już wydudlił szklankę wody i nieco rozprostował kości, wrócił do sypialni.
Przyglądając się swojej pracy, zdał sobie sprawę, że od dłuższego czasu musiał kierować nim pospiech, ponieważ jego pismo z każdym kolejnym słowem stawało się coraz mniej staranne. Nie zawracając sobie tym jednak zbytnio głowy, przeczytał ostatnie zapisane zdanie, po czym ponownie dał się ponieść wyobraźni. Ponownie zaczął fantazjować, tym razem przekraczając już wszelkie granice.

***

Otworzenie oczu i zwleczenie się z łóżka, przyszło mu tego ranka z trudem. Spał zaledwie dwie godziny, a więc daleko mu było do wypoczęcia. Nie mógł sobie jednak pozwolić na opuszczenie dnia w szkole, więc mimo wszelkich przeciwności losu postanowił dowlec się jakoś na miejsce.
Obudził go nieco, dopiero chłodny powiew powietrza, gdy otworzył okno w kuchni. Prognoza pogody tym razem nie kłamała, temperatura naprawdę spadła poniżej zera. Uchiha przez chwilę wpatrywał się w płatki śniegu, które dosyć nieśmiało spadały z nieba, po czym zamknął okno.
Kiedy już był gotowy do wyjścia, przypomniał sobie, z jakiego powodu zarwał noc. Spojrzał szybko na zegarek i kiedy zdał sobie sprawę z tego, że ma jeszcze chwilę, udał się do pokoju, by spojrzeć na to, co wczoraj napisał. Chwilę przewracał kartki, przyglądając się, jak tego dużo. Na oko było to co najmniej sto stron. Bez zastanowienia wpakował całość do brązowej teczki na gumkę, po czym wrzucił do torby. Nie ociągając się ani chwili dłużej, wyszedł z domu.
Opuszczając klatkę schodową, zdał sobie sprawę, że jest zimniej, niż mu się wydawało. Nie, żeby mróz jakoś szczególnie mu przeszkadzał. Właściwie, to chłopak lubił zimę, choć  to głównie z nią wiązały się wszystkie przykre sytuacje w jego życiu. Kiedy miał zaledwie sześć lat, jego najbliżsi zginęli w wypadku samochodowym. Rodzice wraz z jego starszym bratem wracali z urodzin jednego z bliskich znajomych ojca. Mężczyzna był trzeźwy, ale przecież nie każdy kierowca mógł się pochwalić tym samym. Do tego doszedł fakt, że drogi były całkowicie oblodzone i… stało się. Mały Sasuke trafił pod opiekę dziadów. Niestety zaledwie w tamtym roku oboje w dość krótkim odstępie czasu odeszli z tego świata. Najpierw dziadek, niedługo potem babcia. Sasuke został sam.
Kiedy dotarł do przystanku autobusowego, nie musiał długo czekać. Kierowca posiadał niesamowite wyczucie czasu. Sasuke wsiadł do autobusu, ulokował się w takim miejscu, by nikomu nie przeszkadzać, po czym zajął się powtarzaniem materiału na kartkówkę z biologii. Miał jeszcze sporo czasu.

***

– Cześć, Sasuke – powiedziała dziewczyna, czekająca na niego przy pasach.
Uchiha skinął koleżance głową, po czym wraz z nią udał się w kierunku szkoły. Sakura czasem czekała tutaj na niego. Zazwyczaj, kiedy miała coś ważnego do obgadania lub po prostu dopisywał jej humor.
Szali w milczeniu, zupełnie nie zwracając uwagi na spojrzenia, którymi zaszczycała ich większość uczniów. Niektórzy patrzyli z pogardą, inni z nienawiścią, jednak nikt nie zaszczycał ich przyjaznym spojrzeniem.
Kiedy przekroczyli próg szkoły i znaleźli się w szatni, zamilkły wszystkie prowadzone do tej pory rozmowy. Sasuke szybko zdjął z siebie płaszcz, szalik i rękawiczki wrzucając do torby, Sakurze rozebranie się nie zajęło dużo więcej czasu. Chwilę bowiem mocowała się z kozakami, przy których najwyższy czas było wymienić zamek. Po chwili oboje znaleźli się na korytarzu i skierowali w stronę klasy, pod którą mieli mieć zajęcia.
– Nie, żebym zabiegała o ich sympatię, ale serio, muszą zawsze przerywać rozmowy na nasz widok? – odezwała się Sakura.
– Widocznie wydaje im się, że bardzo nas to obchodzi.
– Powiem szczerze, że na początku mnie to trochę bawiło, ale powoli zaczyna denerwować. – Dziewczyna skrzywiła się lekko.
– Wyluzuj – odpowiedział Uchiha, na tym najwyraźniej kończąc rozmowę.
Haruno jednak skrzyżowała ręce na piersi, przypatrując się chłodno kolejnej grupce uczniów, która zainteresowała się ich przybyciem. Sasuke miał rację, nie było się czym przejmować. Mimo to dziwiło ją, że minęło już tyle czasu odkąd zostali wykluczeni z szkolnej społeczności, a oni wszyscy dalej zachowują się w ten sposób. Po tak długim czasie jej by się znudziło i po prostu ignorowałaby osoby, z którymi nie miała ochoty mieć do czynienia. Oni natomiast zwracali na nich uwagę, jak gdyby cała ta afera z Uchihą dopiero co się zaczęła.
Dziewczyna przyjrzała się posępnemu koledze, przypominając sobie, jak to wszystko się zaczęło. Nie minęła chwila, a coś przyszło jej do głowy.
– Napisałeś coś ostatnio?
– Czemu pytasz? – Sasuke spojrzał na nią.
– Bo wyglądasz jak trup. Jakbyś nie spał całą noc.
Uchiha przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią.
– Coś tam napisałem.
– Dasz przeczytać? – W jej głosie dało się wyczuć podekscytowanie.
– Zastanowię się.
Haruno nic więcej nie powiedziała, bo znaleźli się przed salą. Kilka rozmów standardowo ucichło na ich widok, ale nie wszystkie. Niektórzy trajkotali wesoło zupełnie nie przejmując się ich obecnością. Grupka ta nie była jednak zbyt liczna. Akimichi, Nara i Uzumaki dyskutowali o czymś zawzięcie. Chociaż właściwie to mówili głównie Chouji i Naruto, Shikamaru zaś czasem wtrącił tylko zdanie lub dwa.
Sasuke oparł się wygodnie o ścianę, ignorując całe to towarzystwo. Przymknął na chwilę oczy, jak gdyby miało mu to pomóc i zrelaksować. Gdyby teraz leżał, zapewne bez problemu by zasnął, jednak w tych warunkach było to raczej niemożliwe. Kiedy przed drzwiami do sali stawił się nauczyciel, Uchiha otworzył zmęczone oczy i wraz z klasą wszedł do pomieszczenia.

***

Po trzech mało interesujących lekcjach, nadeszło wreszcie upragnione okienko. Upragnione przynajmniej dla Sasuke, który przez ostatnie godziny dzielnie walczył ze snem. Tak się złożyło, że żadna z lekcji, którą do tej pory odbył, nie była na tyle interesująca, by mógł zapomnieć o zmęczeniu. Wykładany materiał wręcz je potęgował. Gdyby nie fakt, że siedział prawie na końcu klasy, a nauczyciele raczej nie zwracali na niego uwagi, zapewne nie mógłby sobie pozwolić na szkicowanie. Tak, Sasuke wydobył z skoroszytu kilka czystych kartek i zajął się rysowaniem. Nie był jednak przyzwyczajony do tego, że ktoś zagląda mu przez ramię i w dodatku głośno komentuje jego prace, więc dość szybko pokłócił się z Uzumakim.
Naruto uczęszczał do ich klasy od zaledwie kilku dni, więc Sasuke nie zdołał się jeszcze przyzwyczaić do tego, że ktoś z nim siedzi. Wcześniej, mimo iż sadzeni byli alfabetycznie, uczniów nie było aż tylu, by zapełnić wszystkie ławki. Niestety wraz z nadejściem blondyna jego wolność się skończyła. Naruto z początku dość nieufnie nastawiony do nich wszystkich, szybko się wyluzował i zaczął rozmawiać z ludźmi. Zawieranie znajomości zaczął od Sasuke, z którym w końcu miał dzielić jedną ławkę. Brunet był jednak tak wrogo do niego nastawiony, że Uzumaki dość szybko się zniechęcił. Pod swoje skrzydła wkrótce potem przygarnęli go Chouji i Shikamaru. Jednak wszystko wskazywało na to, że Naruto nie odpuścił i kiedy znowu nadarzyła się okazja, zaczął zagadywać Sasuke. Pochwalił talent bruneta, po czym sam zaczął mu opowiadać o tym, jak on do takich prac ma dwie lewe ręce. Dopóki gadał o sobie, Uchiha starał się go ignorować, jednak gdy Uzumaki zaczął go wypytywać o różne kwestie, nie wytrzymał i kazał chłopakowi nie wtykać nosa w nie swoje sprawy.
Uchiha wszedł pospiesznie do szatni, a kiedy upewnił się, że sprzątaczki zamknęły sektor, w którym znajdował się jego płaszcz, wydobył z torby szalik i rękawiczki, po czym opuścił teren szkoły. Mróz panujący na dworze nieco go orzeźwił, dzięki czemu chłopak poczuł się odrobinę lepiej. Szybkim krokiem ruszył w stronę pobliskiego parku. Przyglądał się oszronionym chodnikom, szadzi na drzewach. Czymże było to zimno, w porównaniu z lodem w jego sercu? Chłód, który panował w jego wnętrzu zahartował go na tyle, że niskie temperatury przestały robić na nim wrażenie. Owszem, odczuwał je, ale nie cierpiał szczególnie z ich powodu. W krytycznych chwilach zdawało mu się wręcz, że wilgotne, mroźne powietrze jest przyjemne i kojące. Jako artysta posiadał na to odpowiednio ubrane w słowa wyjaśnienia, które niejednokrotnie spisywał do grubego, starego zeszytu. To w nim właśnie gromadził wszystkie swoje najskrytsze, najciemniejsze myśli.
Śnieg nie padał już z takim zaangażowaniem jak rano, toteż Sasuke zdecydował się spożyć drugie śniadanie na ławce w parku. Póki pogoda była odpowiednia, on nie musiał martwić się, że przemokną mu spodnie, a co najwyżej odmarzną pośladki. Trudno, coś za coś. Przynajmniej będzie mógł przez chwilę nacieszyć oko zimowym krajobrazem, który mimo swojej surowości prezentował się znacznie ciekawiej, niż szkolne ściany.
Sasuke szybkim krokiem udał się w stronę swojej ławki. Kiedy już nieco przeczyścił porządnie zaśnieżone deski, z torby wydobył starą gazetę, którą wyłożył oblodzoną powierzchnię. Może nie było to wystarczające zabezpieczenie, ale zawsze lepsze takie, niż żadne. Kiedy już wymościł sobie wystarczająco wygodne gniazdko, wyjął parę kanapek oraz wczorajszy „zlepek słów” jak zwykł mawiać o swoich tekstach.
Minuty mijały, łososia w chlebie ubywało, a historia rozkręcała się w niesamowitym tempie. To było pierwsze spostrzeżenie poczynione przez Uchihę – akcja rozgrywała się zdecydowanie za szybko. Wydobył z torby swój notes, otworzył na odpowiedniej stronie, zapisał datę oraz tytuł opowiadania (w tym przypadku zapisał „bez tytułu”), po czym postawił sobie pierwszego minusa wraz z objaśnieniem. Cóż, zawsze znajdzie się coś, co należy poprawić. Na nadmiar emocji nie zwrócił jednak szczególnej uwagi, gdyż było to coś, do czego zdążył się już przyzwyczaić. Ilekroć wstawiał sobie z tego powodu krechę i obiecywał poprawę, łamał daną obietnicę. Nie, na obecnym poziomie nie potrafił utrzymać historii na jednakowym poziomie. Postanowił więc dać sobie po prostu czas.
Mimo nasilającego się wiatru, Sasuke nie odczuwał specjalnie zimna. Do czasu. Kiedy natknął się na pierwszy flirt pomiędzy bohaterami, po czym ich pierwszy pocałunek, poczuł jak jego serce zamienia się z bryłkę lodu. Nie przestawał jednak czytać, zachowując wewnętrzny spokój. Poczuł, jak żałosnym stworzeniem się stał, dopiero kiedy opowieść przeistoczyła się w jawny romans. I chociaż ani przez moment nie było cukierkowo, a pomiędzy bohaterami nie padły takie słowa jak „kocham cię”, to Uchiha czuł już wewnętrzną porażkę.
MIŁOŚĆ  – stanowiło kolejne hasło, przy prawdopodobnie największym minusie w tej historii.

***

Kiedy ostatnia lekcja dobiegła końca, Sasuke szybko pożegnał się z Sakurą i popędził w kierunku szatni. Nauczyciel przeciągnął nieco zajęcia, a jemu spieszyło się na autobus. Nie tracąc czasu zarzucił na siebie płaszcz, narzucił byle jak szalik i szybkim krokiem opuścił szkolny budynek. Po drodze na przystanek zwolnił nieco, by zawiązać szczelniej szalik, jednak kiedy spojrzał na zegarek i zdał sobie sprawę z tego, która jest godzina, puścił się biegiem. Co prawda zawiązywanie szalika nie zajmowało dużo czasu, jednak w tej chwili liczyła się każda sekunda.
Sasuke nigdy nie należał do typu sportowca, więc kondycję miał raczej słabą i biec nie potrafił zbyt szybko. Jednakże dodatkowo motywował go fakt, że jeśli nie zdąży na ten konkretny autobus, będzie musiał spędzić kolejną godzinę w oczekiwaniu na następny lub zdecydować się na powrót pełen przesiadek w różnych częściach miasta. Tak to już było, kiedy mieszkało się na obrzeżach.
Mimo to chłopak nie miał do siebie pretensji o tę chwilę ociągania się. Płaszcz mógł mieć rozpięty całą drogę, ba, mógł nawet go na sobie nie mieć, jednak szalik musiał być szczelnie owinięty wokół szyi. Jeżeli coś mu szczerze przeszkadzało, to kiedy czuł chłód w okolicach gardła. Była to jedna z niewielu jego obsesji. Coś, czego za nic nie potrafił zignorować i choćby się paliło, musiał przystanąć i pedantycznie poprawić węzeł na szyi.
Delikatny uśmiech zagościł na jego twarzy, kiedy w ostatniej chwili dopadł stojący na przystanku autobus. Nie zwrócił szczególnej uwagi na pustkę, która w nim panowała, a zamiast tego zajął miejsce przy oknie po prawej stronie. Czasu miał wystarczająco, by skończyć czytać to, co już zdążyło go dziś tak zdołować. Odnalazł ostatnio czytane zdanie, po czym kontynuował bez specjalnej nadziei, że coś jest jeszcze  stanie uratować tę historię. Niestety po raz kolejny zawiódł samego siebie, bo choć zdawał sobie sprawę z tego, że swoją opowieść doprawił odrobiną czegoś, co jeszcze wczoraj nazwałby po prostu pożądaniem, to dziś okazało się ono tanim romansem, przynajmniej w jego oczach. Jak to się działo, że wszystko wyglądało zawsze lepiej podczas tworzenia? Sasuke bardzo chciałby znać odpowiedź na to pytanie, gdyż nie po raz pierwszy budził się ze snu, podczas czytania czegoś, co zdawało mu się, pisał będąc myślami obecny w rzeczywistości. Jednak jak się później okazywało – znowu marzył gdzieś od niej daleko.
Kiedy opowieść dobiegła końca (i niestety nie ratowało jej nawet zakończenie), Sasuke wyjrzał przez szybę i szybko zdał sobie sprawę z tego, że nie rozpoznaje okolicy. Korzystając z okazji, że stali akurat na przystanku, zerwał się szybko z miejsca i pognał do drzwi, zanim kierowca postanowił ruszyć w dalszą trasę. Brunet był zły na siebie z powodu pomylenia autobusu, więc nawet nie zauważył, że o czymś zapomniał.

***

Naruto Uzumaki przemierzał ulice, podziwiając zimowy krajobraz. Był to dla niego widok raczej niecodzienny, gdyż w miejscu, z którego pochodził, rzadko padał śnieg. Zimy bywały raczej dosyć ciepłe, więc każdy opad inny niż deszcz, sprawiał mu niemałą przyjemność. Sprawa miała się nieco inaczej, odkąd wraz z Iruką przenieśli się bardziej na północ. I chodź mróz, do którego nie był przyzwyczajony, dawał się we znaki, Naruto delektował się śnieżnym widokiem i zastanawiał, czy kiedykolwiek mu się on znudzi. Zapewne tak, ponieważ bywał w końcu na tyle zmienny, że sam się w tym gubił.
Z tego też powodu, ostatnimi czasy powroty ze szkoły zajmowały mu znacznie więcej czasu. Gdyby mógł, zapewne całą drogę przebyłby piechotą, jednakże mieszkał zdecydowanie za daleko, by móc sobie na to pozwolić. W zupełności wystarczało mu pokonanie w ten sposób choćby kawałka sporej trasy. Po przejściu przez pełne życia centrum i parę malowniczych parków, Uzumaki wsiadał w pierwszy lepszy autobus jadący w odpowiednią stronę i tym razem delektował się ciepełkiem, które panowało w pojeździe. Zazwyczaj ręce i nogi na tyle mu skostniały, że nie miał do siebie żalu z powodu porzucenia dalszej pieszej wędrówki i dotleniania organizmu.
Kiedy dotarł na swój przystanek, w przeciwieństwie do reszty ludzi nie stanął pod wiatą. Śnieg prószył na tyle delikatnie, że nawet ktoś, kto go szczerze nienawidził, nie powinien narzekać. Mimo to ludzie w większości gnieździli się pod daszkiem, ze zniecierpliwieniem zerkając na zegarek. Autobus jednak w końcu przyjechał i tłum władował się grzecznie do środka.
Naruto korzystając z okazji zajął jedno z ostatnich wolnych miejsc. Przed, rozejrzał się jednak dookoła, upewniając się, że nigdzie nie czyha żadna staruszka, która domagałyby się ustąpienia. Starsze panie co prawda mogłyby siąść gdzieś indziej, ale, jak niemal każdy doskonale wie, największą frajdę sprawiało im wyrzucanie z miejsca innych. Takie tam hobby na emeryturze.
Uzumaki pozbył się szybko rękawiczek i mocno przycisnął dłonie do kaloryfera przy oknie. Oczywiście za pierwszym razem szybko je odsunął, dochodząc do wniosku, że parzy. Upuścił przy tym jednak jedną z rękawiczek, przez co musiał się schylać, by wyjąć ją spod siedzenia. Jakież było jego zdziwienie, gdy zamiast dotknąć miękkiego materiału, z którego wykonane były rękawiczki, chwycił coś sztywnego, prawdopodobnie z papieru. Przedmiot szybko okazał się wypełnioną po brzegi, lekko zniszczoną teczką. Kiedy już Naruto dostał w swoje ręce poszukiwaną rękawiczkę, postanowił zajrzeć do aktówki. Znalazł tam spory plik kartek, zapisanych starannym, drobnym pismem. Pierwsze strony były raczej dosyć czytelne, dopiero gdzieś w połowie zaczynał się problem z odgadywaniem słów.
Czyżby opowiadanie? – pomyślał. Następnie wzruszył ramionami i wpakował teczkę do plecaka. Będzie to musiał później przeczytać. 

6 komentarzy:

  1. Bardzo intrygujący początek.. Natychmiast biorę się za czytanie następnych rozdziałów!
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie powiem, zaciekawiło mnie ;)
    Podoba mi się twój styl i sposób w jaki potrafisz skłonić do daleszego czytania ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak i moje poprzedniczki. Uważam, że początek jest wyjątkowy.a oryginalny i w ogóle, niespotykany ;)

    Znalazłam Twojego bloga na spisie i szczerze mówiąc, po przeczytaniu opisu, nie spodziewałam się czegoś tak zaskakującego :)

    Aczkolwiek gdy Sasuke wyjął teczkę w autobusie, widziałam, że Naruto ją znajdzie :) takie przeczucie. I dziwisz mnie trochę, nie robiąc z Sakury jedzy, ale to dobrze, bo osobiście mam tego dość ^^

    Jestem, jak widzisz tu nowa, ale z pewnością tu zostanę i już wiem po pierwszym rozdziale, że będziesz u mnie w linkach :)

    Na uwagę zasługuje też fakt, to, że notka była długa i pod każdym kątem (gramatyki, stylistyki, ortografii i interpunkcji) jak najbardziej poprawne. Gratulacje!

    Daję o sobie znać i zastrzegam, że mogę pozostawić kilka komentarzy.

    Pozdrawiam,
    Inata-chan z yaoinaruto-by-inata-chan-nu.blogspot.com.

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny początek *.*Będę częstym gościem tego bloga ;3

    OdpowiedzUsuń
  5. Opowiadanie jest fantastyczne TT^TT Zostaję na dłużej ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Dosłownie dziś zabrałam się za szukanie jakiegoś naprawdę dobrego ff o Naruto i spadłaś mi z nieba! Te opisy czynności, przemyśleń... cudo! Rzadko kiedy komuś cokolwiek komentuję, więc wiedz, że zrobiłaś na mnie naprawdę świetne wrażenie :)
    Pędzę czytać dalej!

    OdpowiedzUsuń